niedziela, 3 lutego 2013

BIEGANIA WPŁYW NA ŻYCIE

Odkąd zaczęłam biegać, moje życie, biorąc pod uwagę różne jego aspekty, zmieniło się. Oczywiście, nie tak od razu, to był proces długotrwały, który zapewne trwa nadal. Bieganie pewnego dnia pojawiło się w moim życiu, miało być "dodatkiem" do codzienności, a niepostrzeżenie zaczęło zabierać coraz więcej mojego czasu, pochłaniać mnie co raz bardziej, zaczęło wpływać na moją organizację dnia, tygodnia, zmieniło podejście do pracy, do obowiązków domowych, moją dietę, moje ciało, mój charakter, w końcu zagościło w moim życiu na dobre i opanowało je do reszty...  Teraz, gdy biegam regularnie od półtora roku, przemierzam średnio 35-40 km tygodniowo, czuję się inną osobą niż byłam w "erze niebiegania".

CZAS
Zawsze jest go mało, ale odkąd regularnie biegam jestem bardziej zorganizowana. Regularne treningi nadają rytm każdego tygodnia, mój organizm już się nauczył mniej więcej kiedy i ile ma biegać. Dbam o to, żeby nie zarywać nocy, chodzić spać zawsze o tej samej porze i spać minimum te 8 godzin (to moje minimum, śpiochem jestem :) ) Wiem, że nie mogę pewnych rzeczy odkładać na "później" bo muszę mieć czas na bieganie. 

PRACA
Odkąd biegam, zrozumiałam dogłębnie, że nie samą pracą człowiek żyje. Wcześniej potrafiłam pracować po 10 godzin dziennie, niekiedy w soboty. Teraz na to nie mam czasu i chęci. Nastąpiło u mnie pewne proste przewartościowanie - mieć czy być. Zdecydowanie lepiej poświęcić czas na pasję, która czyni nas lepszymi ludźmi, umacnia nasze ciała i charaktery, a że bieganie to odskocznia od życia zawodowego, to na pewno sprawia, że pracując w normalnym wymiarze godzin jesteśmy bardziej efektywni i nie wypalimy się po roku pracy w zawodzie.

OBOWIĄZKI DOMOWE
Tutaj skarbem jest partner, który rozumie naszą pasję a jednocześnie potrafi uczestniczyć w obowiązkach domowych. Zdarza się, że jest do zrobienia coś prozaicznego typu: "zmywarka do rozpakowania" lub "pranie do rozwieszenia", a zbliża się godzina treningu. Lub po długim wybieganiu niedzielnym wracam zmęczona i nie mam dosłownie na nic siły (rzadko, ale się zdarza). W takich sytuacjach niezbędna jest pomoc partnera. A my kobiety lubimy być takimi "zosiami-samosiami" i za wszystko brać się same. Otóż, trzeba umieć zaangażować w wykonywanie czynności domowych naszych partnerów i najzwyczajniej dać sobie pomóc.

DIETA
Temat rzeka. Bo mój jadłospis zmienił się diametralnie, odkąd biegam. Dbam o to, aby jeść dużo warzyw i owoców. Zaprzyjaźniłam się z płatkami owsianymi, otrębami, orzechami. Węglowodany - podstawa, zwłaszcza, gdy w planach jest bieganie. Unikam rzeczy przetworzonych, czytam etykiety, jak sięgam po produkt w sklepie. Nie jem rzeczy ciężkostrawnych, mięso najczęściej gotuję na parze lub piekę w piekarniku, rzadko smażę. Nie jem dań typu fastfood, szczerze mówiąc nigdy za nimi nie przepadałam. Nie piję niczego poza herbatą zieloną, wodą niegazowaną i... kawą :/ Tej ostatniej nie potrafię sobie odmówić, podobnie jak słodyczy... To są moje dwie "pięty achillesowe" jeżeli chodzi o odżywianie. Zwłaszcza słodycze, które próbuję ograniczać i niestety... nie wychodzi mi to.

CIAŁO
Nigdy specjalnie nie narzekałam na nadwagę, nie musiałam zrzucać zbędnych kilogramów, bo wskaźnik BMI miałam w normie. Mimo to, nie mogłam nie zauważyć pewnych zmian w swoim wyglądzie zewnętrznym. Przede wszystkim łydki - nabrały kształtów, po nich najbardziej widać, że biegam :) To i owo się wysmukliło, ujędrniło, przy okazji stałam się o parę kilo lżejsza:) Dzięki swojej regularnej aktywności nie mam problemu z zachowaniem szczupłej sylwetki. Jeszcze lepiej by było, gdybym wyeliminowała słodycze ;)

CHARAKTER
Co tu dużo mówić, do tego żeby wyjść na trening w trzaskający mróz, padający śnieg czy deszcz, hulający wiatr, trzeba sobie wyrobić charakter. Zawsze byłam zmarzluchem, jak panowało zimno na dworze, to jak ognia unikałam wyjścia z domu. Odkąd biegam, nie straszny mi ziąb :) I nie potrafię też sobie odpuszczać. Po prostu jak coś postanawiam - to tego się trzymam. Nie muszę ze sobą toczyć niewiadomojakiej walki, aby wyjść na trening, tylko dlatego, że opanowało mnie lenistwo. Jakie lenistwo. Nie znam tego słowa :)


10 komentarzy:

  1. U mnie niestety jeszcze słowo lenistwo istnieje, no i z dietą nie jest tak dobrze :) ale reszta rzeczy podobnie jak u Ciebie :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No u mnie z dietą jest dobrze dopóki w zasięgu nie ma słodyczy :D

      Usuń
  2. Jak to dobrze, że nie tylko ja mam problem ze słodyczami.... :)

    OdpowiedzUsuń
  3. to może po prostu zwiększ ilość owoców ^^ wychodzi na to samo , jeślli chodzi o potrzebę słodkiego ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. próbuję właśnie działać w ten sposób, wszak owoce to też cukier ale mają witaminy i mimo wszystko mniej kalorii... do czekolady trochę im smakiem brakuje ale staram się, staram ;)

      Usuń
  4. oj tam , awokado to prawie czekolada :D

    OdpowiedzUsuń
  5. poza tym ,w dwóch kostkach gorzkiej czekolady nie ma nic złego ;) ps. korzystne zmiany widzę ^^

    OdpowiedzUsuń
  6. skąd jest to zdjęcie w nagłówku?

    OdpowiedzUsuń
  7. 2 kostki są ok, gorzej cała czekolada ;) zdjęcie pochodzi z trasy II Samsung Półmaratonu w Szamotułach - pierwszy, i jak dotąd jedyny bieg w jakim brałam udział.

    OdpowiedzUsuń
  8. ależ mieliście aurę !

    OdpowiedzUsuń