wtorek, 9 lipca 2013

KORFU I POWAKACYJNE BADANIE KOLAN

Po nieco długiej przerwie jestem tu znowu  i mam się dobrze :) z dwóch powodów: pierwszy to udane wakacje, które mam za sobą, drugi to wizyta u fizjoterapeuty, który zbadał moje kolana i nie stwierdził żadnego poważnego urazu czy kontuzji, ufff......

WIZYTA U SPECJALISTY I BADANIE KOLAN


Do fizjoterapeuty trafiłam za sprawą brata, który z zawodu też jest fizjo, ale nie zajmuje się sportowcami, ma natomiast dobrych kolegów po fachu. Tym sposobem znalazłam się w gabinecie jednego z nich. Moje kolana zostały obejrzane z każdej strony, były uciskane, masakrowane, wykręcane, okazało się że więzadła mam jak facet, z łąkotką też wszystko ok. Pan fizjo stwierdził, że te bóle, które mi doskwierały to jest typowe przeciążenie rzepek spowodowane mocniejszymi akcentami w treningu (prawdopodobnie podbiegi). Ale same rzepki też są w porządku, nie osiągnęłam nawet pierwszego stopnia chondromolacji. Ufff. Mogę biegać, tylko dostałam zestaw czynności do wykonywania w domu:
- uciskanie kciukami mięśnia pod brzuchatym łydki tak do bólu (pan fizjo robił mi to do zajebistego bólu, ja tak sobie nie umiem zrobić, ale będę się starać albo brat mi w tym pomoże),
- uciskanie kostkami palców czworogłowego nad kolanem w zewnętrznej części,
- kilka razy dziennie na miękkim podłożu typu mata, karimata robić przysiady na jednej nodze takie do lekkiego zgięcia nogi (w wolnym tempie, żeby wolno się opuszczać i podnosić),
- rozciągać czworogłowy - to ćwiczenie akurat znałam wcześniej, teraz mam je wykonywać częściej: stać na jednej nodze, drugą nogę zgiąć do tyłu, chwycić za stopę i przyciągać do siebie abym czuła jak mi się mięsień rozciąga.
Ogólnie pan fizjo był osobą obdarzoną ciekawym poczuciem humoru, na przykład: gdy uciskał mi jakieś miejsce i mówiłam, że boli, odpowiadał: "i po co było tyle biegać? po co?". Gdy uciskał mi nogę w jednym miejscu i powiedziałam, że czuję ból z drugiej strony nogi, odpowiedział: "obcy się przemieszcza". Takie klimaty.
Najważniejsze, że jest zielone światło, mogę wrócić do mojego planu na maraton. Oczywiście będę czujna i będę uważać, zwłaszcza przy mocniejszych akcentach. Mam podbiegi wpisane w plan, ale znacznie ograniczę ich liczbę i prędkość wykonywania. Z tym większą chęcią wracam do planu, bo ostatnio miałam odpoczynek od biegania...

KORFU 


Byłam na Korfu przez tydzień, ale biegałam tylko jeden jedyny raz, jeżeli to w ogóle można nazwać bieganiem... Wyszło około 3-4 km, nie miałam endo, bo zapodziałam gdzieś w bagażu mój armbag. Jedyna pora, kiedy temperatura była znośna i można było liczyć na mały ruch turystyczno - uliczny, to był poranek, więc zerwałam się przed 8 rano. U nas o 8 rano jest pełno ludzi na ulicach i korki - każdy się gdzieś spieszy. Tam - cisza jak makiem zasiał. Miasto, które dzień wcześniej tętniło życiem, było jak wymarłe. Oczywiście nikt poza mną nie biegał. Gdy wychodziłam w sportowych ciuchach i różowych butach z hotelu, pani w recepcji zrobiła oczy jak talerze. Nieliczni ludzie, którzy krzątali się koło domów patrzyli na mnie i mieli nie lada atrakcję. Widok osoby, raz że biegającej, dwa że tak wcześnie rano, był dla nich zapewne rzadki. Sądzę, że tam nikt lub prawie nikt nie biega. Tam po prostu nie ma na to warunków - kto miał okazję być kiedyś w Grecji, zapewne wie, jak wyglądają drogi i jazda tamtejszych kierowców, chodniki to absolutna rzadkość (jak już są to przeważnie zajęte przez tawerny i stragany), wzdłuż dróg praktycznie nie ma poboczy, jeżeli są to służą do jazdy wolniejszym kierowcom lub za parkingi. Ogólnie drogi i jeżdżenie autem na Korfu to osobny temat. 
Muszę przyznać, że urzekło mnie Korfu. Palące słońce, którego nie czuć, bo cały czas wieje wiatr. Zapach ziół i zieleni. Wszędzie albo morze, albo góry, albo zieleń. Pełno zieleni. Połowa wyspy to gaje oliwne albo lasy, tylko trochę inny drzewostan niż u nas. Jechałam tam z myślą, że nic mnie bardziej niż Kreta nie powali. Ale Korfu mnie zachwyciło totalnie, zakochałam się w tym miejscu, mimo całego greckiego bajzlu (czytaj: drogi o których już wspomniałam, zero ładu przestrzennego i wszechobecnego siga siga). 
Uwaga - fotki: :)












W następnym poście będzie już stricte o planie na maraton :)


1 komentarz:

  1. Wspaniała wyprawa, zazdroszczę :) piękne zdjęcia i widoki :) i oby z kolanami już tylko lepiej po tych ćwiczeniach ! :)

    OdpowiedzUsuń