sobota, 17 sierpnia 2013

2 LATA MOJEGO BIEGANIA

Jakieś dwa lata temu zaczęłam biegać. Nie pamiętam dokładnie daty, kojarzę jedynie, że było to na przełomie lipca i sierpnia 2011. Po prostu pewnego popołudnia zebrałam się, wyszłam z domu, przebiegłam 5 stadionów i mega zadowolona wróciłam do domu. Od tego razu nabrałam apetytu na bieganie i robię to regularnie. Oczywiście były wcześniejsze próby biegania, jednak zakończone fiaskiem. Co sprawiło, że w końcu ta jedna pamiętna próba zakończyła się powodzeniem? Zaczęłam po prostu wolno. Tak, aby móc biec jak najdłużej bez potrzeby zatrzymania. I udało się. Pamiętne 5 Stadionów :) Potem było 6, 7, 8, 10... I tak mnie wcięło na dobre :)

Bieganie nie było jedyną dyscypliną sportu, jakiej podjęłam się w życiu. Wcześniej chodziłam na basen, potrafiłam przepłynąć bez przerwy 2km (raz nawet 3,2km) stylem klasycznym. Bardzo to lubiłam i regularnie 1-2 razy w tygodniu odwiedzałam pływalnię. Jednak w pewnym momencie pływanie mi się znudziło i z basenem jestem obecnie w separacji (planuję to zmienić jesienią). 

Ale tak naprawdę od momentu, gdy zaczęłam regularnie biegać, sport zaistniał w moim życiu na dobre. Aż wstyd mi się przyznać w jakich butach przebiegłam te pamiętne 5 Stadionów ;) nie miałam wtedy do ubrania nic, kompletnie nic, co by się nadawało do biegania. Nie wiedziałam o istnieniu endomondo :) dopiero po kilku udanych próbach biegania pojawiły się buty z Lidla (bardzo fajne jak na początek swoją drogą), pojawiły się pierwsze ubrania przeznaczone do biegania. Przyszła zima, pojawiły się pierwsze legginsy ;) i pierwsze myśli: gdyby tak przebiec 10km... I ta dzika radość jak się tego dokonało ;) i ta wcześniej nieznana we mnie chęć dokonania czegoś więcej. To może półmaraton? To by było coś...

2 lata, które zmieniły mnie może nie o 180 stopni, ale bardzo. Naprawdę bardzo. Nie chcę się rozpisywać o tym, jak bieganie dodaje pewności siebie w codziennym działaniu, pomaga akceptować własne ciało, serwuje odpowiednią dozę dystansu do problemów życia codziennego, daje spokój wewnętrzny i więcej opanowania. Chciałabym się skupić na takich drobnostkach, które gdzieś tam w życiu codziennym występują i czasami się nie przykuwa do nich większej wagi. Tylko właśnie takie drobnostki świadczą o tym, jak bardzo jestem pochłonięta przez bieganie:

- gdy słyszę w radio fajny energiczny utwór, pojawia się w głowie myśl: "ale fajnie by się przy tym biegało",
- gdy jadę autem i widzę odchodzące od drogi ścieżki polne, myślę sobie: "ale by się tam fajnie biegało" 
- gdy idę/jadę sobie gdzieś i widzę górkę, myślę sobie: "ale fajna górka, dobra na podbiegi"
- gdy widzę biegacza, mam ochotę mu pomachać, nawet jak nie biegam :)
- jeżeli chodzi o chodzenie pieszo, nie ma dla mnie pojęcia "daleko" - 10km do przejścia? przecież ja to mogę przebiec :)
- gdy zaczyna się sezon wyprzedaży, myślę o tym że jest okazja uzupełnić garderobę: nie tą normalną, lecz biegową :)
- gdy ktoś wymienia model butów albo garmina, myślę "ach, to ten"
- gdy kolega w pracy mi mówi: "ale mam zakwasy, wszystko mnie boli, wczoraj przejechałem na rowerze 8 km" - już nic nie mówię... :)

Jeszcze jedno na koniec: w trakcie tych 2 lat raz po raz przemykała mi przez głowę myśl: "to bieganie mnie tak pochłonęło, że bardziej już nie może" - a ono pochłaniało jeszcze coraz bardziej, bo pojawiały się kolejne starty, blog, teraz garmin (choć kiedyś się wzbraniałam przez jego kupnem), no i zamiar pokonania maratonu. W tej chwili wersja tej myśli jest taka: jestem już mocno pochłonięta przez bieganie, ale ono będzie mnie zdecydowanie jeszcze bardziej pochłaniać. I nie będę się w żaden sposób temu opierać ;) 

18 komentarzy:

  1. 2 lata, sporo:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. a ja cały czas czuję się jak początkująca ;)

      Usuń
    2. u mnie prawie 9 miesięcy:) biegania

      Usuń
    3. to zaczynałaś biegać zimą? nieźle :D

      Usuń
    4. tak zaczęłam dokładnie 2 stycznia:)

      Usuń
  2. Ja też wzbraniałem się przed kupnem Garmina, a jak już go miałem, to mówiłem sobie, że czasami będę biegał bez niego. I po roku mogę powiedzieć, że liczba biegów bez Garmina wynosi ładne, krągłe zero :-)
    Powodzenia na maratonie oraz kolejnych biegowych lat życzę.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki ;) garmina używałam póki co 3 razy i jestem nim wniebowzięta ;)

      Usuń
  3. Doskonale Cię rozumiem, mój związek z bieganiem wygląda podobnie. Życzę Ci kolejnych udanych biegowo lat i jeszcze większych biegowych wyzwań.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję bardzo i Tobie tego samego życzę ;)

      Usuń
  4. Maria,podpisuję się pod Twoim wpisem obiema rękami! Btw, jak idą przygotowania do maratonu?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. w sierpniu zdecydowanie lepiej niż w lipcu ;) a u Ciebie?

      Usuń
  5. Gratuluję i życzę kolejnych wspaniałych lat i wielu przebiegniętych maratonów :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki ;) Tobie również wielu udanych maratonów życzę z tym pierwszym na czele ;)

      Usuń
  6. 100 lat, 100 lat biegowo :)

    OdpowiedzUsuń
  7. O rany, dwa lata to kupa czasu - gratuluję :)
    Przede mną jeszcze trochę, żeby to osiągnąć. Cel jest, marzenia są, buty są więc w drogę!

    OdpowiedzUsuń