czwartek, 1 sierpnia 2013

PODSUMOWANIE LIPCA. HM...

Hmm... jak to leciało: Znowu w życiu mi nie wyszło...




Chciałoby się powiedzieć, że jest dobrze, ale nie można. Jest tak sobie, żeby nie rzec kiepsko. Plan wykonany TYLKO w części. Owszem, wcześniej pisałam, że nie będę się zabijać o każdy kilometr tego planu i rzeczywiście - jak coś było nie tak, odpuszczałam. Tylko nie sądziłam, że aż tyle odpuszczę. Najbardziej dołuje mnie tydzień nr  3, w którym zamiast 4 są 2 treningi. Tydzień nr 1 wypadł przez wakacje, ale to było zaplanowane z góry. Wcześniej w czerwcu i w maju robiłam już wybiegania po 19 - 20 km, więc zakładałam że przez ten jeden tydzień niebiegania nie posunę się zbytnio wstecz. Niestety faktem jest, że kilometraż wybiegany w lipcu mocno nie zgadza się planem, czuję się z tym nie najlepiej i pociesza mnie jedynie, że większość długich wybiegań wykonałam zgodnie z planem. Większość, bo ostatnie po sobotniej Pogoni za Wilkiem skróciłam do 10km, bardziej z uwagi na duchotę i ponad 30 stopni upału, niż postartowe zmęczenie.

Oto zestawienie - normalną czcionką - wg planu, a pogrubioną - co niestety wyszło:
........ i co dalej ?


Dlaczego tak mało nabiegałam? Powód ten co zawsze, kolana... Niestety, ból nawraca, mimo że ćwiczę i wzmacniam co trzeba. Nie jest to silny ból. Ale jest i boję się, czy z tego nie wyjdzie coś poważniejszego. Zwłaszcza dokuczał w tym pechowym 3. tygodniu, stąd się wzięło kilka dni niebiegania, po których jakoś przeszło i nawet zrobiłam 20km wybiegania. Tak jak po Pogoni było ok, to po niedzielnej dyszce w duchocie na drugi dzień rano kolana odezwały się tępym bólem, krótkotrwałym nawracającym, na szczęście lekkim (zwłaszcza prawe). Wklepałam Naproxen, jakoś przeszło. Do wtorku. Po wtorkowym wieczornym treningu, na którym zrobiłam niezbyt szybkie 8,5 km, odezwały się zgodnie oba równie tępym bólem. Zmusiło mnie to do szybkiego umówienia się na kolejną wizytę do fizjo. Diagnoza - ta sama: przeciążenie. Bez kontuzji. Można biegać. Tym razem dodatkowo zastosowano magnetoterapię i kinesiotaping. Mam tendencję do zginania kolan do środka i możliwe, że to też powoduje u mnie ból. Taśmy mają działać przeciwbólowo i skorygować moją technikę biegu. Dodatkowo mam się zaopatrzyć w berety na stabilizację, więc postaram się to zrobić jak najszybciej...


następnym razem będą różowe pod kolor butów ;)


Pewnie nie jeden postukałby mi się głowę i powiedział że "głupia jesteś, odpuść sobie ten maraton". Ale nie odpuszczę, póki jeszcze widzę cień szansy, że dam radę się przygotować. Oby sierpień był lepszy.

8 komentarzy:

  1. no co ty, nie odpuszczaj! jest dobrze!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. spinam się i biegam, nie planuję odpuszczania ;)

      Usuń
  2. Powodzenia życzę i przede wszystkim wytrwałości :) na pewno wszystko będzie dobrze i mam nadzieję, że będziesz mogła pochwalić się ukończonym maratonem :) Trzymam kciuki!!! Widzę obie pokładamy nadzieję w sierpniu :D ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, sierpień to będzie miesiąc weryfikacji ;) ja też trzymam kciuki za Ciebie, cel mamy ten sam ;)

      Usuń
  3. Maria trzymam kciuki!!! to, że Ty nie odpuścisz to wiem, ale oby Twoje kolana się przyzwyczaiły i odpuściły sobie już te bóle :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki ;) no właśnie, kolana mogłyby sobie odpuścić, zwłaszcza że te najcięższe treningi wciąż przed nimi ;)

      Usuń