wtorek, 3 września 2013

MOJE Z PASMEM BOJE

Jak w poprzednim poście już napisałam, odezwało się moje lewe pasmo biodrowo - piszczelowe. Niechcący dołączyłam do "klubu pasmowców". Nie mam zamiaru bawić w tym klubie długo, ale do klubu też nie miałam zamiaru wstępować i co... Kontuzja nie pyta o zdanie.

O ITBS czytałam tyle, że objawia się bólem kolana po zewnętrznej stronie i pojawia się w trakcie biegu. I rzecz wcale nie dotyczy kolana. A u mnie na przykład podczas biegu nie bolało kolano. Zrozumiałam, że coś jest nie tak, gdy poczułam kłucie w pośladkach (obu). Potem poczułam lekki ból i drętwienie w lewym biodrze z zewnętrznej strony. Postanowiłam nie czekać. Mam to szczęście w nieszczęściu że mój brat jest fizjo - sadystą, w dodatku był w domu i miał czas. Więc mogłam mu się wtrynić na kozetkę. Potem były momenty, że tego żałowałam, bo praca manualna nad pasmem to jest chyba gorsze niż krojenie żywcem. Boli niemiłosiernie. Jako mała dziewczynka nigdy nie płakałam u dentysty czy na widok strzykawki. Zawsze potrafiłam zebrać się w sobie i przetrwać ból. Inne dzieciaki ryczały, a ja zawsze, harda Marysia, się trzymałam. Za to gdy brat mi zaczął to pasmo rozcierać... Słów na "k" potrzeba, aby to opisać. Niemniej - podziałało, bo pasmo tak nie boli już. 

Teraz jestem już po drugiej terapii, tym razem u fizjoterapeutów, którzy po sąsiedzku mają gabinet i też bardzo często ich nawiedzam. Ta druga terapia tak bardzo nie bolała. (kurczę, jak mam nad sobą trzech fizjo, to musi być dobrze...). Dostałam zielone światło na basen, natomiast z bieganiem mam się wstrzymać do piątku, a najlepiej do niedzieli.

Wdrożyłam rozciąganie naprężacza powięzi szerokiej, pasma oraz mięśnia dwugłowego - tak jak jest pokazane na obrazkach w linku poniżej.

Miałam taki fajny plan na zeszły weekend - połączyć przyjemne z pożytecznym i przy okazji odwiedzin u rodziców Pawła w Poznaniu, przebiec ostatni kawałek trasy maratonu. Teoretycznie miałam startować tydzień później w Pile, więc mogłam sobie pozwolić na luźniejsze wybieganie. Paweł miał mi towarzyszyć na rowerze, żebym trasy nie pomyliła i nie pogubiła się w Poznaniu (znam to miasto, ale nie z perspektywy biegacza:)) Niestety taki piękny plan spalił na panewce.

Ze startu w Pile postanowiłam zrezygnować, ponieważ, jak znam siebie, pobiegłabym tam na maksimum swoich możliwości i znów bym sobie sprezentowała przeciążenia. Chciałam spróbować dogonić zająca na 1:50. Wiem, że dużo by mnie to kosztowało. Dlatego zrobienie życiówki w półmaratonie muszę odłożyć na "kiedyś".

Nie wyrzucam sobie absolutnie, że coś robiłam źle, bo to nic nie zmieni. Jedynie co zaniedbałam to mięśnie pośladkowe, to na pewno. Poza tym - trenowałam do pierwszego w życiu maratonu, zwiększyłam obciążenia - biegałam prawie 60 km tygodniowo, gdy kiedyś przed połówkami biegałam maksymalnie 40 - 50 km. Biegam nie od miesiąca, tylko od dwóch lat więc miałam prawo myśleć że mój organizm zniesie te obciążenia. Może jednak nie był na to gotowy. A może był? Tylko inne czynniki zebrane razem zaważyły i stąd to wszystko ? Mam pronację, skręcam kolana do środka. Po zaleczeniu bólu czeka mnie dużo pracy nad techniką biegu... 

Jeszcze parę lat temu nie wyobrażałam sobie, że będę tak przeżywać niemożność biegania. Gdyby mi ktoś kiedyś powiedział, że będę wylewać łzy z takiego powodu, że mogę nie wystartować w maratonie, bym to potraktowała jako niezły żart. Oj, jak ludzie się zmieniają (lub odnajdują swoje prawdziwe "ja").

ps. Organizator zadbał o to, żeby wycisnąć ze mnie kolejne łzy. Otrzymałam w końcu wiadomość:

Dziękujemy za wniesienie opłaty startowej.
Przyznano Tobie numer startowy: 4850


Numer najpiękniejszy jaki mogłam sobie wymarzyć. Parzysty, okrągły i przede wszystkim zaczyna się na "4". Nie wiem czemu, ale miałam takiego fizia, że musi się zacząć parzyście, najlepiej od 4. No to mam. Tylko jeszcze pobiec chcę móc...

16 komentarzy:

  1. o nie, aż mnie ciarki przeszły, trzymaj się, jejku wszystko musi być ok :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. dzięki, też mam nadzieję że będzie ok...

      Usuń
    2. czy wszystko jest już lepiej?

      Usuń
    3. Raz boli raz nie boli... niby dzisiaj przebiegłam 22km, ale będę bardziej pewna jak uda mi się za tydzień przebiec 30 i pasmo się nie odezwie. Dzięki :)

      Usuń
  2. Się kuruj, słuchaj fizjo a na pewno pobiegniesz! Zdrówka!

    OdpowiedzUsuń
  3. Bardzo, bardzo mocno trzymam za Ciebie kciuki i sama aż smutnieję na takie złe wiadomości u Ciebie :(

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki, już "niby" jest lepiej... Tzn. nie boli.

      Usuń
  4. Na wstępie chciałbym zaznaczyć, że ITBS nie można się zarazić, dlatego wszelkie sugestie, że to ja zarażałem w/w przypadłością na WielkoWyścigowym Pikniku są całkowicie bezpodstawne. :-) Choć liczba ofiar rośnie (Ty, Bo.)
    A z pasmem walczyłem długo, cały sezon zmarnowałem tak naprawdę.
    Życzę szybkiego powrotu do zdrowia i udanego debiutu na 42.1

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Liczba ofiar mówi sama za siebie ;) ale nadzieja, że na mnie i na Bo się skończy i dalej wirus nie przeskoczy ;)
      Już jest lepiej, niby nie boli, ale wszystko okaże się w biegu. Mam nadzieję, że dotrwam do tego debiutu :) dzięki!

      Usuń
  5. Mam nadzieję, że już lepiej? :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dostałam "zielone światło" na bieganie, więc poszłam biegać. Niby ok, ale mój optymizm jest umiarkowany ;)

      Usuń
    2. Ale wsparcie, które dostaję tu na blogu i na fb bardzo mi pomaga ;) dzięki! :)

      Usuń
  6. Wsparcie musi być! :) zaglądam i sprawdzam, czy wszystko ok :D

    OdpowiedzUsuń