poniedziałek, 2 września 2013

PODSUMOWANIE SIERPNIA - DOBRZE DO CZASU.

W porównaniu z lipcem sierpień wypadł dużo lepiej (treningowo). Nie dokuczały mi już kolana. Nie wiem, czy to zasługa tapingu, ćwiczeń, magnetoterapii, której przy okazji się poddałam, czy wszystkiego razem. W każdym razie ból kolan minął.

Sierpień miał być dla mnie "miesiącem weryfikacji" - ponieważ zaczynały się w nim wybiegania dłuższe, niż dotychczas robiłam. Obiecałam sobie na początku miesiąca, że jeżeli dam radę wszystkie treningi zrobić i ból kolan minie to mogę się zapisać na maraton poznański. Więc się zapisałam... 

Co zrobiłam: wybiegałam kilometraż mniej więcej taki jaki był przewidziany w planie. Trochę oczywiście zmodyfikowałam plan, nie byłabym sobą... W połowie miesiąca jedno wybieganie wydłużyłam aż do 28km, żeby mieć już taki pierwszy kilometraż za sobą, a potem "kurczyć" ten kilometraż do połówki w Pile. Nie powiem, wybiegania nie szły mi łatwo. Musiałam toczyć walkę, głównie ze swoją głową na pierwszych parunastu km, potem z nogami, które stawały się ciężkie.  Cóż, nikt nie obiecywał, że trening maratoński będzie lekki :)

Czego nie zrobiłam: podbiegów tyle, ile zakładał plan. Udało mi się wpleść we wtorkowy bieg te kilka podbiegów, ale nigdy 10. No i leżały u mnie treningi czwartkowe w drugim zakresie tętna. Przez pierwszą część miesiąca nie dociągałam do planowych 15km, a już na pewno nie biegłam tak szybko jak powinnam. 
W drugiej części miesiąca zaczęłam biegać z Garminem. Pierwszy raz odkąd zaczęłam biegać, obserwowałam swój puls. Moje pierwsze spostrzeżenie było, że biegam za wolno czwartkowy trening, który powinien być w drugim zakresie tętna. A drugi zakres u mnie tempo poniżej 6:00 do 5:30 z tego, co zaobserwowałam. W końcu w trzecim tygodniu udało mi się przebiec 15,5km w tempie 5:43. Zmęczona byłam nieziemsko. Jak sobie pomyślałam, że połówkę poznańską w kwietniu przebiegłam w średnim tempie 5:33, to ręce mi trochę opadły - czy ja się nic od czasu połówki nie poprawiłam, czy taki kiepski dzień akurat miałam, czy po prostu na startach tak się mobilizuję... 

W dniu 29 sierpnia zapisałam się na maraton i opłaciłam. Chciałam sprawdzić swoją formę na półmaratonie w Pile i na podstawie wyniku z Piły oszacować na jaki czas biec maraton. Niestety, nie sprawdzę tego. Następnego dnia (w piątek) zaczął mi dokuczać ból w pośladkach. Wcześniej bolało mnie udo ale od wewnętrznej strony, konsultowałam to z fizjo (nie bratem, tym od tapingu) i mówił, że to czworogłowy, zwykły zakwas. Tym razem jednak było jakoś inaczej. Tknięta przeczuciem, nie poszłam biegać w piątek. W nocy z piątku na sobotę czułam kłucie w lewym biodrze od zewnętrznej strony, tak samo jak i następnego dnia w sobotę. Od razu wiedziałam, co to może być. Był szybki telefon do brata. Później leżałam u niego na kozetce i wyłam z bólu jak małe dziecko, gdy mi zapodał terapię manualną na oba pasma. Prawe jeszcze jako tako, ale przy lewym myślałam, że umrę... Niestety wyrok jest taki, że lewe pasmo biodrowo - piszczelowe jest przeciążone. Bieganie zawieszone do wtorku, ale to może się przedłużyć. Na połówkę do Piły nie jadę. A maraton stoi pod największym znakiem zapytania, pod jakim dotychczas stał... Niemniej dopóki mam cień szansy wystartować... No, wiecie. Ja tak łatwo nie odpuszczam.

Tak ładnie wyszedł mi ten sierpień... chlip.

9 komentarzy:

  1. Błagam, uważaj! Ja wiem, że ambicja, że ten maraton, to wielki cel, że tak bardzo chcesz wystartować, ale maratonów jeszcze wiele będzie i jeśli miałabyś startować z dużym ryzykiem, to lepiej odpuścić! Trzymam kciuki, żeby pasmo dało spokój, szczęściara z Ciebie, że masz brata fizjo :), więc korzystaj!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No właśnie, jeżeli od początku roku marzyłam o tym, aby przebiec maraton i cel już był tak blisko, to trudno odpuścić. Ale jeżeli pasmo nie odpuści, to nie będę miała wyjścia. Brat fizjo się przydaje, to na pewno :) nie musiałam czekać na wizytę, tylko od razu tego samego dnia co poczułam ból, wylądowałam u niego na kozetce.

      Usuń
  2. Dobrze, że zrobiłaś sobie przerwę - to pierwszy krok do wyleczenia. Trzymam kciuki, żebyś jednak mogła pobiec w maratonie.

    OdpowiedzUsuń
  3. Maria, mądra decyzja. Mi tydzień temu też się odezwał ITBS...Masakra jakaś. Roluję się na butelce i robię te ćwiczenia rozciągające które pamiętam z okazji ostatniej kontuzji. Do Piły na razie mam plan jechać...

    Pytanie - masz sprawdzonego fizjo w Pniu? Czy u siebie chodzisz? Możesz kogoś z Pnia polecić? Chodziłam do dr Marszałka ale obawiam się, że będzie się trudno do niego dostać teraz.

    Trzymam kciuki!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Chodzę u siebie w Szamotułach: pierwszy fizjo to brat, potem jeszcze chodzę do dwójki fizjoterapeutów , którzy mają po sąsiedzku gabinet i też nie mogę narzekać. Mogę podpytać brata, ma znajomych w Poznaniu i jak zdobędę jakieś info, mogę podesłać Ci na maila.
      Póki co bieganie odpuszczam do piątku/niedzieli, zależy jak pasmo się zachowa. Aktualnie jestem po dwóch terapiach manualnych i czuję wyraźną poprawę, więc na pewno nie warto zwlekać.

      Usuń
    2. Czyli nadzieja jest. To super,trzymam kciuki.
      Jakby Ci się udało podpytać będę baaardzo wdzięczna!

      Usuń
  4. Maria wierzę, że to minie! teraz kilka biegów odpuścisz, ale na maraton będziesz gotowa, gorąco Ci kibicuję :)

    OdpowiedzUsuń