sobota, 1 lutego 2014

STYCZEŃ - PODSUMOWANIE

W styczniu moje trenowanie trwało łącznie 36 godzin 20 minut 44 sekundy, biorąc pod uwagę treningi pływackie, biegowe i rowerowe. Treningów zliczyłam 36. Wygląda to, o tak:


Jakby nie mój ten styczeń


W styczniu przepłynęłam 26,1 km. Zajęło mi to 12 godzin 20 minut. Dla porównania, w grudniu pokonałam wpław 22,6 km w trakcie 13 godzin 31 minut. Zatem widać postęp. Ale zbyt pięknie też nie jest, skrzydełka, które mi zdążyły wyrosnąć, zostały brutalnie przycięte, bo instruktor nagrał moje pływanie i zobaczyłam swoje błędy. A trochę ich jest: głowa za blisko klatki piersiowej, ręce spięte, łokieć za nisko, za blisko "sięgam" ręką i słabo zagarniam. Pewnie jeszcze by się coś znalazło, na przykład nie do końca skoordynowane nogi i nie do końca prawidłowe ułożenie ciała w wodzie. Więc podsumowując, nie ma tragedii, ale jest jeszcze dużo pracy przede mną.

Na rowerze spędziłam 9 godzin 35 minut. Moje najdłuższe posiedzenie trwało 1h:43m:42s. W połowie miesiąca nabyłam drogą kupna licznik i sobie zamontowałam na tylnym kole. Od tego czasu monitoruję prędkość, z jaką poruszam się w miejscu (fajnie to brzmi, nie?:) ). Mam przynajmniej możliwość porównywania treningów ze sobą. Jak moja prędkość na trenażerze przełoży się na prędkość w terenie nie mam bladego pojęcia. Kolarką dotychczas byłam marną (czytaj: typowo rekreacyjną).

Przebiegłam 147 km w 12 treningach. Najdłuższe wybieganie miało 20,2 km. Bardzo udana była pierwsza połowa miesiąca - osiągnęłam dobre prędkości na tysiączkach (nawet 4:27!) i zaliczyłam bardzo dobry trening w drugim zakresie tętna (tempo w okolicach 5:00-5:10), o dziwo w Nowy Rok na oparach martini (strach myśleć, jaki z tego wniosek). 


Moje najładniejsze jak dotąd WB2

W drugiej połowie miesiąca moje plany pokrzyżowała pogoda. Najpierw skuło lodem zarówno miejskie chodniki, jaki i las, potem przysypało ten lód śniegiem. Tak jak jeszcze dało się robić wybiegania i podbiegi w rakach antypoślizgowych, tak tysiączki i drugi zakres już gorzej. Gdy tylko pomyślę o tych niewykonanych "szybszych" treningach, HR max dostaję na siedząco. Przy tym zaznaczam, że nienawidzę biegania na bieżni mechanicznej i żadne warunki mnie do tego nie zmuszą. Prędzej w ogóle zrezygnuję z biegania, jak będzie bardzo źle. Niemniej, nie jestem zadowolona ze stycznia pod względem biegania.

Ćwiczenia siłowe, no cóż... Nie postarałam się. Ćwiczyłam mniej niż w grudniu (w którym mi wpadło kilka dni wolnych i to wykorzystałam), miałam problem z ogólnym wyrabianiem się, z mobilizacją. Jak już chwilę znalazłam, to albo mi się nie chciało, albo byłam zmęczona, albo mnie książka wciągnęła, albo po prostu wolałam robić coś innego. Wiadomo, jestem tylko człowiekiem, mam też swoje chwile słabości. Jednak muszę się pilnować z tymi ćwiczeniami, bo to ważne jest bardzo, bardzo, bardzo. Nie chcemy potem toczyć łez z powodu kontuzji, nie? No.



15 komentarzy:

  1. Nieźle. O ile mnie oczy nie mylą, miałaś jeden dzień w ciągu miesiąca bez żadnego treningu. Tak trzymaj, ale uważaj na siebie, bo naprawdę sporo tego. I powodzenia!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. 2 dni, bo od połowy miesiąca wprowadziłam zasadę 1 dnia wolnego w tygodniu od jakiegokolwiek treningu :)

      Usuń
  2. Faktycznie gęsto w tym Twoim kalendarzu. A nie myślałaś by choć jeden dzień tygodnia poświecić wyłącznie na regenerację?
    Pocieszę Cię, że ja na ten przykład, jeśli chodzi o trening ogólnorozwojowy (czy tam siłowy - jak to zwał, tak to zwał), to mam wyłącznie słabsze dni.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jak napisałam wyżej Emilii - w połowie miesiąca wybrałam się po rozum do głowy i wprowadziłam sobie zasadę 1 dnia wolnego w tygodniu od jakiegokolwiek treningu, padło na piątek.

      Usuń
    2. o tak dobrze napisałaś ,,po rozum do głowy" tak trzymaj, pamiętaj kontuzje uwielbiają dotykać przemęczonych sportowców, ja też wprowadziłam taki jeden dzień w tygodniu :)

      Usuń
  3. Zazdroszczę takich czasów, ja teraz przez ten śnieg to wręcz zwolniłam... :(

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Te czasy to jeszcze zanim spadł śnieg, teraz przez tę pogodę też zwolniłam niestety :(

      Usuń
  4. Z ciekawości sprawdziłem ile czasu poświęciłem na treningi w styczniu mojego debiutanckiego tri sezonu. Wyszło 9h 30min. Coś mi mówi, że jak tak dalej będziesz pracować, to możesz w Sierakowie lub Poznaniu powalczyć o dobre miejsce :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ale trenowałeś do 1/4. A mnie ten 1/2 PozTri tak mobilizuje, do ćwiartki to byłoby chyba bez sensu aż tyle trenować :)
      Jeżeli chodzi o to miejsce: na pewno chciałabym ukończyć tri z przyzwoitym czasem, bez zbędnych przygód po drodze, w pierwszej połowie stawki kobiet ;)

      Usuń
  5. twoje postępy w pływaniu są imponujące! super, naprawdę rozwalisz wszystkich na tych triatlonach:) dobrze, że wprowadziłaś sobie dzień przerwy, popieram - mięśnie muszą się kiedyś choć trochę zregenerować:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Szkoda tylko, że pływanie ma najmniejsze znaczenie na triathlonie ;) Ale bardzo się cieszę ze swoich postępów, bo bałam się tego kraula jak ognia ;)

      Usuń
  6. Wow! Imponujący ten Twój kalendarz, podziwiam determinację, naprawdę :)

    OdpowiedzUsuń
  7. Kochana jesteś wielka!!! :)) Wyczynówka! :)) widzę, że przebiegłaś dokładnie tyle co ja z tym, że ja miałam 16 treningów i generalnie nic więcej ;) JAK TY ZNAJDUJESZ NA TO SIŁĘ? co do ćwiczeń to widzę, że to u większości jak za karę hehhe :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jak znajduję na to siłę, to szczerze mówiąc sama nie wiem ;D Za to widziałam Twój styczniowy kilometraż, piękny! :)

      Usuń