czwartek, 6 marca 2014

CAŁY MISTERNY PLAN POSZEDŁ W...

Nie czuję się jakoś specjalnie mocniejsza, szybsza. Niby trenuję, niby biegam podbiegi, interwały, wybiegania. Niby robię masę innych rzeczy, jak pływanie, kręcenie. Mimo to, nie czułam "w kościach", jakby się znacząco moje możliwości wynikowe poprawiły...

Aż w końcu nadeszło wielkie bum, pierdolnięcie (wrażliwych przepraszam). Ale może by tak od początku: tydzień zaczął się kiepsko. Byłam nieswoja, osłabiona, czułam, jakby dobierała się do mnie jakaś choroba. Dałam sobie dwa dni luzu (a tak naprawdę to jeden, bo drugiego dnia był delikatny rower). Wypijałam litry herbaty z imbirem, bo to mi zawsze pomaga. Dużo spałam i starałam się spędzać wolne chwile w pozycji horyzontalnej.

Bardzo niepewnie w środę wybrałam się przed pracą na basen. Nie wiedziałam, czy już mogę się forsować, czy choroba mnie nie dopadnie. Obawy okazały się zbędne co do pływania, bo szło mi jak po maśle. Idealnie współpracowało nam się z wodą. Tylko po basenie znów nie najlepiej się czułam. Biłam się z myślami, czy biegać jeszcze tego dnia, czy też nie. W końcu w okolicach magicznej godziny 19:00 klamka zapadła. Idę!!! Dość tego rozmemłania, postanowiłam sprawdzić, jaka to ja naprawdę jestem chora. Marzec leci, trzeba szlifować formę a nie rozczulać się nad sobą, jak mała dziewczynka. Resztka zdrowego rozsądku, która jeszcze gdzieś w tym całym szaleństwie pozostała, podpowiedziała mi, aby założyć pasek do pomiaru tętna (co rzadko czynię) i w razie czego, jak wkroczę w jakieś nienormalnie wysokie zakresy, po prostu wrócę do domu.

Ale nic z tych rzeczy, podczas rozbiegania, obserwując swoje normalne, spokojne tętno, stwierdziłam, że musi być ze mną wszystko w porządku. Albo to sport mnie leczy. Skierowałam się zatem w stronę stadionu, tego, na którym zaczynałam swoją przygodę z bieganiem. Skoro mam już ten pulsometr, pomyślałam, zrobię sobie kilka kilometrów w drugim zakresie. 

Na stadionie włączyłam drugi bieg i zdziwienie moje sięgnęło zenitu, gdy tętno w okolicach 160-163 (górna granica drugiego zakresu u mnie) ustabilizowało się w okolicach tempa 4:45-4:30. Biegło mi się nadzwyczaj dobrze, a przeważnie trening WB2 oznaczał dla mnie męczarnię i mocną pracę głową, aby się nie zatrzymać. Tym razem musiałam włączyć resztki swojego zdrowego rozsądku, aby w końcu kiedyś zwolnić. Tego, co mi wyszło, nadal nie ogarniam:




Ostatecznie pokonałam 10km w czasie 46 minut 22 sekund, i czułam, że jeszcze mam zapas. Sprawdzałam potem dokładnie mapę na endo, czy gdzieś GPS się po drodze nie pogubił, czy garmin nie oszalał. A panikowałam, że 50 minut na Maniackiej Dziesiątce nie złamię. Ava napisała w komentarzu pod moim ostatnim postem, że dychę zrobię w 46-47 minut. Nie podejrzewałam siebie ani trochę o to, że taki czas zrobię na treningu. Ava, jesteś moją dobrą wróżką :)

I muszę jednak częściej sięgać po ten pasek do tętna, bo choć jest paskudnie zimny przy zakładaniu, zjeżdża, i w ogóle jest, i wkurza, to jednak prawdę mi powie. Na jesieni zeszłego roku mówił, że mój drugi zakres to tempo w okolicach 5:30-5:40. Na początku tego roku zmienił zdanie i powiedział, że to tempo to już 5:00-5:10. A wczoraj... Strach myśleć, co będzie dalej, ale najwyraźniej podbiegi i szalone czterystometrówki mojej formie służą.

Ten trening otworzył mi oczy, powiedział 'halo, Ty umiesz szybko biegać i skończ w końcu biadolić, że nie umiesz, w końcu pracujesz na to, do cholery!'. Muszę tylko teraz ponownie przemyśleć sprawę, na jaki czas biec tę dychę i połówkę, bo cały mój misterny plan (poniżej 50 i 1:50), mówiąc kolokwialnie, "się rypnął". No więc, na jaki czas biec? Nie wiem, kurde, nie wiem. Aż boję się myśleć. Nie wiem. Pomyślę o tym jutro ;)

15 komentarzy:

  1. Nooo! Takie wpisy to ja lubię:) Gratuluję, regularny i mądry trening przynosi efekty!

    OdpowiedzUsuń
  2. A jak biec? Nie wiem jakie masz HRmax, ale u mnie dycha jest do pobiegnięcia na średnim tętnie ok 180 bpm. Może i Ty dasz tak radę?:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. HRmax? Teoretycznie, wg wzoru 202 :D A tak naprawdę, to dużo niższe. Ostatnio dychę biegłam na średnim tętnie 170 i był trup, może też po części dlatego, że zaczęłam zbyt szybko. Niemniej, przy 180 chyba bym zeszła z tego świata ;)

      Usuń
  3. Fiu, fiu! Piękny trening. Wypocząć przez ten tydzień. A na Maniackiej zacząć w tempie 4.40 i przyspieszać!

    OdpowiedzUsuń
  4. Wiedziałam, wiedziałam :) Na połóweczkę też przepowiedzieć? A tak w ogóle to brawo, widać że masz niezłą moc

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie wiem, szczerze mówiąc, to boję się teraz Twoich przepowiedni, one też mają moc :D

      Usuń
  5. Też biegnę w Maniackiej i jutro weryfikuję możliwości. Wspólna fotka przed startem?

    OdpowiedzUsuń
  6. Jesteś wielka! :) Szybka bestyjka ;). Może i ja się przełamię i jakieś interwały poczynię?;))

    OdpowiedzUsuń
  7. Ale mnie przestraszyłaś tym tytułem...

    OdpowiedzUsuń