piątek, 30 maja 2014

ALBERTO I SPÓŁKA PRZED TRI-DEBIUTEM

Ready or not?

Przez ostatnie pół roku trenowałam jak nigdy w życiu i nigdy w życiu bym nie podejrzewała siebie o to, że mogę tak trenować. Od połowy listopada, jak tylko odpoczęłam po maratonie, zakasałam rękawy i wszystko, co robiłam, było z myślą o triathlonie. Z każdego miesiąca wycisnęłam maksimum swojego czasu, no może z wyjątkiem maja... 
Wstawałam rano na basen, spędzałam długie godziny w siodle, biegałam po lesie (górki) i stadionie (interwały). No i ładne zakładki zrobiłam, naprawdę ładne. Wiem, że jestem nieskromna w tym momencie, ale ze swoich treningów zakładkowych jestem dumna, bo sądziłam wcześniej, że będę umierać podczas biegu, a tu nic, zero trupa! (dobra, dobra, zobaczymy w niedzielę)
Za to, tak jak wcześniej byłam pewna, że pływanie to będzie moja "koronna dyscyplina" i że dam sobie na tym etapie świetnie radę, tak próba pływania w jeziorze zdecydowanie sprowadziła mnie na ziemię i obnażyła prawdę o moich zdolnościach pływackich w otwartym akwenie. A zwłaszcza zdolnościach pożalsięborze nawigacyjnych.

Maj...

Maja podsumowywać nie będę. Bo... lepiej nie. Dziwnie wyszło, ale ostatni miesiąc przed pierwszym triathlonem wyszedł najbardziej "dziurawo", jeżeli chodzi o treningi. Były zrywy w postaci wcześniej wspomnianych zakładek, był nieudany start, o którym już nie pamiętamy, a na dwa tygodnie 'przed' albo próbowało się dobrać do mnie jakieś choróbsko, albo dopadło mnie przemęczenie. Albo jedno i drugie. Miałam więc całe 72 godziny, pierwszy raz od połowy listopada 2013, w czasie których NIC nie trenowałam. Aż sama w to nie wierzyłam, jak spojrzałam w swoje endo, a  jak wiadomo, endo prawdę ci powie. (to chyba jednak było przemęczenie...)

Sieraków

Trudny sobie triathlon wybrałam na debiut, nie ma co. Wyjście z wody do strefy zmian - pod górkę. Trasa rowerowa podobno z podjazdami, coś dla mnie, z uwagi na to, że wokół Szamotuł, jest obrzydliwie wręcz płasko i podjazdy muszę sobie specjalnie wyszukiwać, a i powalające one nie są. Więc jak mnie podjazdy nie zabiją i przejadę te nieszczęsne 45 km poniżej 1:40 to będzie dobrze.
Trasa biegowa - to będzie istny horror, drogą leśną, z licznymi podbiegami, serpentynami... W zeszłym roku najszybsza kobieta osiągnęła na tej trasie czas powyżej 53 minut, to chyba wszystko mówi. Będzie zatem płacz i trup. I walka żeby zmieścić się w godzinie.

Dodatkowe rezerwy mocy

To Alberto. Poznajcie się:

Bry !!!


Brat Pimpusia, tak, tego słynnego Pimpusia, co Krasusowi opory powietrza zmniejsza ;) Alberto, który jest wysłannikiem nikogo innego, jak samego Krasusa (jeszcze raz dzięki!). Posiada dokładnie takie same właściwości, co Pimpuś. Obiecał już, że będzie dzielnie walczył z wiatrem i że nie pozwoli by ten podły skurczybyk spowalniał mnie na trasie. I powiedział mi też, że zacznie głośno trąbić gdy pojawię się w strefie zmian, żebym bez problemów odnalazła swoje stanowisko (tak, bo zgubienie się w strefie zmian to w moim przypadku całkiem możliwe) (uff, Alberto spadłeś mi z nieba)

Więc?

Wierzę, że będzie dobrze. Nie panikuję aż tak bardzo, choć skłamałabym, pisząc że nie odczuwam żadnego zdenerwowania. Nie stawiam sobie zbyt wygórowanych założeń czasowych, choć  oczywiście jest taki wynik który mi się marzy (nie pytać, nie powiem!). Postanowiłam potraktować ten start jako moje pierwsze "triathlonowe przetarcie". Celem jest ukończenie, bez dziwnych przygód na trasie, czyli: nie wypłynąć na drugim brzegu jeziora, nie zgubić się w strefie zmian, nie wywalić na bajku, nie złapać gumy. I byłoby miło z wynikiem uplasować się gdzieś przynajmniej w połowie stawki kobiet. I w przyzwoitej formie ukończyć (czyli trupie, możesz być, ale dopiero za metą). I broń Boże nie przechodzić w marsz w trakcie biegu. Nawet na serpentynach. Jak to wszystko się uda, to już będzie dla mnie rozpierdolenie kiosku.

7 komentarzy:

  1. Z takim wspomaganiem to nie ma na Ciebie mocnych!:)

    OdpowiedzUsuń
  2. Alberto na pewno pomoże :) Trzymam mocno kciuki!!! :) :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Kim jesteś? jesteś zwycięzcą, już teraz!:) będzie dobrze, trzymam mocno kciuki! No i jest Alberto, skoro to brat Pimpusia ... nic złego ci nie grozi! Powodzenia!

    OdpowiedzUsuń
  4. ogieeeeeń :) trzymam kciuki!

    OdpowiedzUsuń
  5. Powodzenia!!! Niech moc bedzie z Toba i Alberto!

    OdpowiedzUsuń
  6. Powodzenia! Dasz czadu :-)
    A kotu jak na imię (wygląda jakby chciał się przejechać)?

    OdpowiedzUsuń