czwartek, 19 czerwca 2014

XLPL EKIDEN - JAK ZOSTAŁAM CZĘŚCIĄ SZTAFETY BLOGACZY

Gdy tylko w gronie Blogaczy padło hasło "Poznań Ekiden", od razu wiedziałam, że będę chciała wziąć w tym biegu udział. Jestem w grupie Blogaczy od ponad roku, w sztafecie miałam przyjemność brać udział po raz pierwszy. Miałam biec na trzeciej zmianie na dystansie 10800m.

Start miał mieć charakter towarzysko - integracyjny i bardzo mi to odpowiadało, nie chciałam biec na maksimum swoich możliwości, wiecie, jak nie lubię dychy ;) (a dychy w słońcu to już w ogóle) Założenie moje było takie, aby potraktować ten bieg jako trening w drugim zakresie tętna, nawet założyłam pasek z tejże okazji, co czynię niezwykle rzadko.

W biurze zawodów spotkałam Bartka i Krzyśka, potem Bartek pojechał po resztę ekipy, a my z Krzyśkiem udaliśmy się założyć "bazę" Blogaczy pod stokiem. A w drużynie biegli:

autorka tegoż bloga
Rafał, mąż Agnieszki
last but not least, kapitan drużyny, Bartek.

Dzięki Kasi, piszącej bloga rusz-sie.pl, zostaliśmy wyposażeni w koszulki marki Brubeck, na której z przodu widniała nazwa grupy Blogacze, na plecach było nadrukowane imię i adres bloga. Co do koszulki, to byłam mile zaskoczona, przede wszystkim jakością materiału. Koszulka dobrze się układa, jest miła w dotyku i, co najważniejsze, przepuszcza powietrze. Jestem pewna, że nie będzie leżała bezczynnie w szafie.

Obserwując niebo, które coraz bardziej się odsłaniało, wpuszczając coraz więcej słońca udałam się na start. Niestety słońce zaczęło palić (dosłownie) ziemię, nawierzchnię i nie tylko, o czym później. Przejęłam pałeczkę od Agnieszki, z którą widziałyśmy się pierwszy raz w życiu, na szczęście zmiana poszła nam bezproblemowo, nie musiałyśmy się szukać po strefie zmian, i ruszyłam na trasę.

fot. kgb

Na pierwszym okrążeniu postanowiłam nie szarżować i trzymałam się tempa w okolicach 5:03 - 5:07. Czułam, że słońce da mi popalić, wolałam być ostrożna i ewentualnie przyspieszyć na drugiej pętli. Więc tak sobie biegłam, myśląc, że to taka podwójna próba: tempa startowego na Tri Pniewy oraz trasy biegowej na Tri Poznań. No i kolejne podejście w ramach akcji "polub się ze słońcem", bo w słońcu nigdy nie umiałam biegać i zwykle tego unikałam. A przecież wszystkie imprezy triathlonowe odbywają się o takiej porze roku i dnia, że jest wielce prawdopodobne, że w biegu trafię na słońce. A przy okazji doszłam do wniosku, że muszę sobie sprawić czapkę lub cokolwiek na łeb, bo choć w czapce wyglądam jak, hmmm, ostatni łoś, to jednak bieganie z nieosłoniętą głową w takim słońcu, na jakie trafiłam w niedziele, lekką głupotą jezd. A biegłam w samo południe, gdy słońce jest najwyżej, więc miałam zjarane górne pół twarzy, kark i szyję. (a łydki, które właśnie miały się opalić, są nadal białe)

Po 8. kilometrze postanowiłam wziąć się do roboty, przełączyłam Garmina tak, aby mi pokazywał czas zamiast tętna. Widok '170' na wyświetlaczu mógł na mnie źle podziałać, a tak przynajmniej ostatnie kilometry przebiegłam w tempie 4:50, 4:41, 4:37 nie przejmując się, że mogę umrzeć. W końcu dobiegłam do strefy zmian i przekazałam pałeczkę Rafałowi, mężowi Agnieszki. Mój ostateczny czas z Garmina to 54:37, a jeżeli chodzi o dystans to zmierzył mi 11km.

przekazanie pałeczki - fot. Wybiegany

Drużynowo pokonaliśmy dystans maratonu w czasie 3:22:00 i zajęliśmy 85 miejsce na 205 ekip.

ekipa w komplecie - fot. Gosia Monczyńska

Bieg w sztafecie to całkiem ciekawe doświadczenie, głównie z uwagi na to, że nie biegnie się dla siebie, tylko dla drużyny. Świadomość, że pracuje się na wynik całej grupy, a nie tylko swój, działa bardzo mobilizująco. No i przede wszystkim jest okazja się poznać na żywo.


fot. Gosia Monczyńska

3 komentarze:

  1. Jak na pewne niedociągnięcia organizacyjne (z mojej strony rzecz jasna) całkiem sprawnie nam to poszło. To co za rok Lecimy znów?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O jakich niedociągnięciach organizacyjnych Ty piszesz? No weź... :) Oczywiście, że lecimy!

      Usuń
  2. Super, gratulacje!!!!!Bieganie drużynowe to dla mnie (póki co; mam nadzieję, że kiedyś się to zmieni:) ) obca historia, ale jestem w stanie uwierzyć, że poczucie, że biegnie się nie tylko dla samego siebie daje niezłego kopa!

    OdpowiedzUsuń