poniedziałek, 14 lipca 2014

'MARIA AWARIA'

Tytuł wymyślił mi K., a tak naprawdę to nie on wymyślił, tylko już dawno temu Maria Peszek, ale co by nie powiedzieć, pasuje do obecnej sytuacji. 'Chcesz rozśmieszyć Pana Boga, powiedz mu o swoich planach', powiedział za to kiedyś Woody Allen i te słowa wyjątkowo tłukły mi się po głowie przez cały ubiegły tydzień. 

Bo najpierw dała o sobie znać pogoda. Niestety to ona dyktowała warunki prawie każdego dnia: burze, jakieś nagłe dziwne oberwania chmury, strach było biegać, a co dopiero wyjechać gdzieś w dalszą trasę na rowerze. Jeden trening na bajku wypadł mi zupełnie, dwa, w tym zakładka, zrobiłam z duszą na ramieniu, między burzą a burzą. Żeby było ciekawiej, w środowe popołudnie przed wyjściem na trening rowerowy, okazało się, że jest laczek w tylnym kole bajku, z którym jakoś musiałam się uporać. Za to w czwartek zastrajkował mój organizm, źle się czułam i nie dałam rady zrobić planowanego WB2, zastępując je zwykłym rozbieganiem.

W końcu nadszedł piątek... Długo wyczekiwany dzień urlopu. Chciałam wykorzystać go oczywiście na co? Na mega długi trening na rowerze. Wyjechałam w trasę z zamiarem zrobienia ponad 100 km. Po przejechaniu przez Sieraków dostałam taki wiatr w twarz, że pedałując już na coraz większym wkurwie, postanowiłam trasę skrócić do 90 km. Kręcenie szło mi strasznie mozolnie i nie czerpałam żadnej przyjemności z jazdy. 

Na mniej więcej 5km przed Szamotułami się - uwaga - zagapiłam. Tak, jak ostatnia oferma się zagapiłam i nie wyrobiłam na zakręcie. Wysoki krawężnik przed kołem zauważyłam, gdy było już za późno, po czym wyrzuciło mnie z rowerem na chodnik. Wyrżnęłam w betonową kostkę swoją prawą stroną, poczynając od kolana, przez biodro, ramię, nadgarstek i głowę. Pierwszą myślą, gdy leżałam na chodniku, było, czy jestem cała. Stwierdziłam, że nic mnie jakoś mocno nie boli, mam czucie w kończynach, to chyba jestem. Potem wypięłam się powoli, bo lewym butem byłam nadal wpięta, i wstałam. Spojrzałam na bajk, na szczęście też był cały. Spadł tylko łańcuch, który zaraz założyłam, brudząc się przy tym do reszty, bo po upadku miałam już całą prawą część ciała czarną. Wsiadłam na rower, stwierdziłam, że mogę jechać, więc wróciłam do domu, modląc się, żeby mnie nikt z sąsiadów nie zobaczył, bo wyglądałam tragicznie. 

Dopiero w domu z przerażeniem odkryłam, jak mnie poorało... Prawe ramię, bok nad miednicą, bok pod miednicą, kolano, nadgarstek i łokieć. Skóra zdarta do krwi. Kolarskie szlify... Później zauważyłam, że kask jest pęknięty, co w sumie mnie nie zdziwiło, bo głową naprawdę zdrowo przyrżnęłam w chodnik. Pierwszy raz od niepamiętnych czasów ryczałam ze złości, szorując się i dezynfekując rany. I z bólu, bo bolało jak cholera. 

Na drugi dzień po upadku odezwały się bolący bark, ten, którym przydzwoniłam, i szyja, bo jak uderzyłam głową, najprawdopodobniej coś w niej nadwyrężyłam. Przez dwie noce po upadku szlify nadal mnie tak piekły, że aby móc spać, wzięłam tabsy przeciwbólowe. Ja, która nigdy z zasady po takie rzeczy nie sięga...

Bajk na razie idzie w odstawkę, muszę go oddać w fachowe ręce, bo po tym upadku nie jestem pewna, czy wszystko w nim jest na swoim miejscu. Nowy kask czym prędzej zamówiłam, bo stary, pogruchotany do niczego już się nie nadaje. O pływaniu w basenie przez najbliższe dni, dopóki rany mi się bardziej nie zagoją, muszę zapomnieć (kurde, a tak dobrze mi ostatnio szło, grrr). Pozwoliłam sobie jedynie na pływanie w jeziorze, bo tam chroni mnie pianka. Zostaje mi bieganie, smarowanie ran wazeliną, żeby nie miały kontaktu z potem, zakładanie rzeczy, które nie ocierają, spanie w jednej pozycji... Chodzę i stękam z bólu, bo przy każdym ruchu szlify mnie pieką jak cholera. 

I zła jestem na siebie, bo ten upadek to ewidentnie moja wina, i że za 2 tygodnie Poz Tri 1/2IM, a ja tak, jak nie umiałam jeździć na bajku, nadal nie umiem, ledwo chodzę, pływać za bardzo nie mogę, jedynie biegam jako tako. I mam takie szlify, że mogę nimi ludzi straszyć.

ała...

Ale, mimo, że boli jak cholera, że zamiast szlifowania formy przed startem mam szlify kolarskie na ciele, to jednak miałam cholernie dużo szczęścia. Przecież z takim impetem przypierdoliłam w ten chodnik, że to cud, że nic poważniejszego mi się nie stało, że rower jest cały, i przede wszystkim, że głowa cała. Bo ten kask, kurde, bez niego to nie wiem, co by było...

Żegnaj, kasku, chlip...

Na koniec chciałam dodać, że zaraz po powrocie do domu, planowałam wrzucić info o swojej kraksie na fejsbukowego walla, jednak po zalogowaniu, dopadła mnie informacja o tym, co zdarzyło się Run Bo i totalnie ścięła mnie z nóg, bo przy niej, mój wypadek to popierdółka.

Trzymaj się, BO!!!


 

12 komentarzy:

  1. Co to tri z Wami wyprawia to normalnie aż ciarki przechodzą. Zdrowiej szybko i niech już nie boli!

    OdpowiedzUsuń
  2. Oj współczuję! Dobrze, że się nie połamałaś!!!! Wiem co czujesz, mam już dwa tygodnie przerwy. W pierwszych dniach ibuprom jadłem jak cukierki, na przemian smarując nogę ketonalem i bengay. Trzymam kciuki za szybki powrót do zdrowia :)))

    OdpowiedzUsuń
  3. No nieźle przygrzałaś. Ech, jak tak czytam o tych kraksach na treningach to aż trochę lęk bierze przed triatlonem, no ale albo jesteś "all in" albo robisz na pół gwizdka. Zdrowiej szybko! :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. All in, czyli trenujemy, ale mamy świadomość ryzyka. Tylko tym razem trzeba sobie jasno powiedzieć, to było ewidentnie przez moją nieuwagę, jeżeli nie jesteś taka rozkojarzona jak ja (a w tym ciężko mnie przebić) to krawężniki Ci nie grożą :)

      Usuń
  4. no i teraz tri wychodzi na najbardziej niebezpieczny i kontuzyjny sport świata! Szybkiego zagojenia, zdrowiej jak najprędzej!:) Na szybsze gojenie mogę polecić okłady z rivanolu i mycie szarym mydłem, jak mi się zdarzyło w dzieciństwie poobdzierać, to babcia mnie tak zawsze leczyła i działało:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oj nie jest aż tak strasznie z tym tri, choć sama jazda na bajku niesie ryzyko, ale jak już napisałam Avie, tym razem to ewidentnie ja zawiniłam przez swoje rozkojarzenie. Dzięki za porady :)

      Usuń
  5. A jak to zrobiłaś, że masz jedną łydkę bardziej opaloną od drugiej? ;-)

    OdpowiedzUsuń
  6. Ja chyba przełożę swój kolejny start w tri z "może kiedyś" na "chyba raczej nie sądzę" :-/
    Zdrowiej!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jak już wcześniej napisałam, to było ewidentnie przez moje rozkojarzenie, nie chciałam, aby ten wpis kogokolwiek zniechęcił do tri, więc może jednak pozostaniesz przy opcji 'może kiedyś' :)

      Usuń