sobota, 26 lipca 2014

MOJA DROGA DO 1/2 IRONMAN

Triathlon. Gdyby mnie ktoś zapytał, dlaczego triathlon, nie umiałabym jednoznacznie odpowiedzieć. Ta dyscyplina sportu zawsze miała w sobie coś magicznego, przyciągającego. Po prostu weszłam w to, kierując się przede wszystkim intuicją, że będzie dobrze, cichą wiarą w to, że drzemią we mnie możliwości, o których jeszcze nie wiem, i sercem, bo po prostu bardzo tego chciałam. Rozsądku w tym jak widać było mało, na szczęście nie zabrakło go podczas planowania treningów, bo przez 8 miesięcy dość ciężkiej, nie oszukujmy się, pracy, nie podłapałam żadnej kontuzji.

Pierwsza myśl, 'kiedyś to zrobię' pojawiła się w mojej głowie po zeszłorocznym wielkowyścigowym pikniku na Malcie. Wówczas bohaterowie pikniku i Wielkiego Wyścigu, Bo i Krasus wydawali mi się ludźmi z innej planety (i nadal się takimi wydają, bo ich raczej trudno dogonić), bo przecież normalny człowiek nie jest w stanie przepłynąć 1,9km, przejechać 90km i przebiec 21,1km. Tak sobie wtedy dziecko myślało...

Uporczywa myśl o triathlonie towarzyszyła mi podczas przygotowań do maratonu, coraz częściej wchodziłam na strony zawodów, podczytywałam relacje z tri-zawodów, oglądałam filmy na YT. Coraz bardziej chciałam tego spróbować.

Gdy podczas przygotowań do maratonu dopadła mnie kontuzja, obiecałam sobie, że jak wyjdę z niej i uda mi się przebiec maraton, to w przyszłym roku startuję w triathlonie. Gdy się w końcu udało spełnić moje biegowe marzenie, czyli przebiec 14. Poznań Maraton, po krótkim czasie odpoczynku zakasałam rękawy i wzięłam się do roboty.

Październik 2013

Na pierwszy rzut poszło pływanie. Wszak pływałam dobrze, ale żabką. Zaczęła się mozolna praca u podstaw we współpracy z instruktorem Karolem (mrrryg!). O moich początkach z kraulem pisałam tu, w każdym razie nic wtedy nie wskazywało na to, że kiedykolwiek tego kraula pojmę. Zaczyna się zastanawianie nad dystansem: ćwiartka, a może połówka? To, co na początku wydawało mi się ekstremalne i niemożliwe, zaczyna mnie coraz bardziej korcić. 1/2 IM, to by było coś! Tymczasem opłaciłam start 1/4 IM Sieraków, tak czy siak, tri będzie.

Listopad - grudzień 2013

W mieszkaniu pojawił się trenażer. Na początku kręciłam na góralu, w końcu po poszukiwaniach, znalazłam 'swojego rumaka', z odzysku, a jakże, nazwałam go początkowo Dżordż, a ostatnio mówię do niego bardziej pieszczotliwie 'Grzesiu'.




Mniej więcej od połowy listopada na endo oprócz biegania, pojawiło się też kręcenie i pływanie. A to ostatnie zaczęło jakby lepiej wychodzić. I głównie od tego, jak mi dalej pójdzie nauka kraula, uzależniłam decyzję, czy w Poz Tri wystartuję na dystansie 1/4 czy 1/2.

Styczeń 2014

Z pływaniem zaczęło być naprawdę dobrze, zaskoczyłam też, jeżeli chodzi o bieganie. Coraz więcej żółtych pucharków na endo. Poczułam, że frajdę sprawia mi trenowanie trzech dyscyplin i już wiedziałam, że 1/4 to będzie za mało. W końcu podjęłam 'męską' decyzję i opłaciłam w start w Poz Tri 1/2. Już nie ma odwrotu, pozostaje jedynie nap... trenować :)

Luty - marzec 2014

Kraulem pływałam dużo i coraz szybciej, na trenażerze spędzałam coraz dłuższe godziny, nadrabiając zaległości filmowe. W sumie poza tym nadrabianiem to nie wiem, czy coś dzięki temu kręceniu w miejscu zyskałam, bo i tak jeżdżę jak oferma ;) (w przyszłym roku muszę koniecznie coś w tej kwestii zmienić, ale nie wiem jeszcze co)
Pojawiły się buty spd, których mechanizm mnie z początku przerażał. Proces w(y)pinania na początku zajmował mi, uwaga, średnio około 3 minut.
Nastąpiła zdecydowana poprawa jeżeli chodzi o bieganie, efektem tego jest poprawiona o ponad 4,5 minuty życiówka na 10km.

Kwiecień - maj 2014

Wiosnę zaczynam poprawą życiówki na dystansie półmaratonu o ponad 12 minut. Kolejny krok w stronę triathlonu to wyjazd rowerem w teren. Bałam się tego panicznie, a poszło bezproblemowo, i, co najważniejsze, spodobało mi się. Koniec kwietnia uczciłam pierwszym treningiem zakładkowym, w którym okazało się, że bieganie po kręceniu jest całkiem fajne i nie przyprawia mnie o śmierć.
Pod koniec maja pierwszy raz, nie licząc testów, założyłam piankę i spróbowałam pływania w otwartym akwenie


Okazało się, że to trudniejsze niż myślałam, a najgorzej wychodzi mi nawigacja. Od tamtej pory zdaję sobie, że to, że pływam dobrze w basenie, nie musi wcale oznaczać, że będę dobrą pływaczką open water.

Czerwiec 2014

Przyszedł czas na pierwszy tri-start w Sierakowie. W końcu po miesiącach trenowania trzech dyscyplin mogę o sobie powiedzieć, że jestem triathlonistką.



Poza tym, zweryfikowana została jako tako moja tri-forma, okazało się że pływanie idzie mi najlepiej, bieganie też jako tako, natomiast odstaję bardzo, jeżeli chodzi o bajk. To potwierdziło się pod koniec miesiąca w Pniewach, gdzie wystartowałam w triathlonie na dystansie olimpijskim.

Lipiec 2014

Ostatni miesiąc na robienie formy przed połówką. Zaczęły się długie wyjazdy na bajku (100km), wróciłam do długich wybiegań. Zakładki zaczęły coraz bardziej boleć: 60/15, 70/8, 90/5. Już czułam, że łapię dobrą formę, gdy pewnego razu zdarzyło mi się, niekoniecznie z klasą, wypierdzielić na bajku. Sznyty, które sobie wówczas zafundowałam, pozbawiły mnie możliwości pływania w basenie na ponad tydzień, poza tym od tego czasu dziwnie mnie boli prawy bark.

Z ośmiu miesięcy zrobił się jeden dzień, czuję się gotowa, wiadomo, że zawsze jest coś, co mogłam zrobić lepiej/więcej/inaczej, ale teraz to już nie ma znaczenia. Zrobiłam tyle, na ile mnie było stać pod różnymi względami. Muszę stanąć na starcie i zrobić swoje, mimo wszystkich okoliczności, które ode mnie nie zależą (czytaj: pogoda).

Czy się boję? Tak! Nawet, mówiąc szczerze, jestem przerażona (aaa!). Te dystanse, każdy z nich długi, co najmniej 6 godzin wysiłku, nie wiem jak mój organizm to zniesie, to okaże się jutro. Ale wiem jedno: gdybym zdecydowała się na ćwiartkę, czułabym niedosyt. Potrzebowałam tego startu, aby zelektryzował mój tegoroczny sezon startowy, zmobilizował, pobudził do działania. Jutro - to najważniejszy dzień tego sezonu. I wiem, że ja to zrobię. Nie ma innej opcji. Amen.

3 komentarze:

  1. Po pierwsze muszę dwa słowa o zdjęciach niniejszy post ilustrujących. To z mety w Sierakowie jest absolutnie genialne. Z kolei moja pierwsza myśl po spojrzeniu na to na bajku była taka: Czemu ona jeździ w koszulce do biegania? ;- P
    A tak w ogóle to jesteś nie mniej niesamowita niż spółka Bo&Krasus i daj jutro czadu i będę kibicował zdalnie.

    OdpowiedzUsuń
  2. Może będę nudna, ale jednak powtórzę. JUTRO OGIEŃ Z DUPY!!!

    OdpowiedzUsuń
  3. rozumiem, że byłaś w Poznaniu wczoraj :)? ja też, ale jako kibic mojego Męża - sama zrobiłam 3tygodnie temu 1/4 Irona w Szczecinie :) też czuję niedosyt, może w przyszłym roku zdecyduję się na 1/2 czas pokaże :)
    czekam na relację z wczoraj - warunki pogodowe - mega ciężkie ;/

    OdpowiedzUsuń