niedziela, 10 sierpnia 2014

CZY Z PALCEM W PĄ...?

Minęło kilka planowych dni absolutnego nic-nie-robienia, planowych, ponieważ obiecałam sobie przed Poz Tri, że po starcie porządnie sobie odpocznę. Przez okrągłe osiem dni nie robiłam nic, bo open water w stroju niekoniecznie sportowym, i niekoniecznie marki Arena, czy BlueSeventy, bez czepka i oksów, podczas plażingu, się nie liczy. I chyba potrzebowałam takiego odpoczynku, totalnego sportowego lenistwa, bo zregenerowały się nie tylko moje umęczone kończyny, ale i głowa. A mojej głowie najbardziej potrzebny był odwyk od wiecznego pośpiechu i ciągłego kombinowania, jak upchnąć przydługawy trening na bajku pomiędzy pracę, a inne obowiązki. 

Teraz czuję, jak bardzo brakowało mi takiej szarej 'codzienności'. Jak dobrze mieć w końcu posprzątane w mieszkaniu, czyste auto, i w ogóle mieć więcej czasu na domowe czynności, za którymi normalnie nie przepadam, a teraz sprawiają mi radość. Sielanka trwa, ale niedługo ją zburzę, bo już czuję, że mnie nosi, rower do mnie powoli mrrryga, torba basenowa wygląda znacząco z szafy, ale najbardziej z niecierpliwością przebierają buty do biegania.

Czas powoli ruszyć skostniałe, lekko rozleniwione cztery litery i udać się na trening. No właśnie, tylko jaki, po co... Bo wszystkie starty, które miałam w swojej rozpisce, mam za sobą. Żadnego tri już nie mam w planach. Ale no jak to? Bez porannego wstawania na basen? Bez długich wyjazdów na bajku? (choć to mnie akurat nie martwi) Ale bez zakładek? No jak!!!

No więc, jak żyć, pyta Mari, i natychmiast znajduje odpowiedź. A może byś tak pobiegała? Forma ci spadła, ta z wiosny jest już tylko pięknym wspomnieniem, więc jest nad czym pracować. Hmm. To byłby powrót córy marnotrawnej. Przypomniałoby sobie dziewczę, jak to jest trenować jedną dyscyplinę.
I wrócić do regularnego biegania, może nawet 4 razy w tygodniu, oczywiście nie zapominając o pływaniu i kręceniu, jednak te ostatnie bez napinki, tylko po to, żeby utrzymać formę i nie zapomnieć jak to się robi? To jest myśl. No więc bieganie. W końcu będę regularnie biegać, o! A może nawet według jakiegoś planu? Nie, no trochę się teraz rozpędziłam, ale rozkład treningów, i to taki z sensem, dobrze byłoby sobie może nawet na kartce, w formie tabelki, rozpisać.

A jeszcze muszę się pochwalić, że po Poz Tri o dziwo nic mnie nie bolało i nie boli (poza zakwasami oczywiście). Jest w tym trenowaniu trzech dyscyplin jedna fajna rzecz - trudniej się przetrenować, niż trenując zawzięcie tylko jedną. Nie wymagałam żadnych poważnych fizjo - interwencji. Nawet ramię, które dokuczało mi przed startem się uspokoiło. I dalej nic. Jestem cała, zakres ruchu mam pełen, a jak sobie przypomnę, co się ze mną działo rok temu, w trakcie przygotowań do maratonu, ojojoj... Żebyś tego jeszcze nie odszczekała ;)

skoro bieganie, to obowiązkowy 'lans na dzielni' w koszulce z Poz Tri ;)

 Zatem, gdy teraz zamierzam wziąć się za bieganie, muszę odkurzyć beret, taśmy do ćwiczeń na odwodziciele, przypomnieć sobie, jak się robiło przysiady, deski... No i obrać cel. Realny i konkretny, nie tam jakieś pitu pitu. I w zasadzie to ten cel sam się nasuwa - październikowy 15. Poznań Maraton i poprawa życiówki z debiutu. 4:17:55. Powinnam poprawić, nie? Z palcem w dupie, a właściwie w pĄdupie, chciałoby się napisać, ale trochę pokory też by się dziewczęciu przydało, wszak z maratonem nie ma żartów, przed tym dystansem zawsze należy mieć respekt. Czasu do 12 października jest sporo, mam zapas niedziel na długie wybiegania, zresztą takowe na szczęście zdarzyło mi się w lipcu poczynić. Poza tym muszę zabrać się za bieganie w drugim zakresie tętna, za siłę biegową, czyli znowu las i moje górki, a we wrześniu zamiast górek, kilometrówki, a może nawet takie 'dwu', bo słyszałam że 'dobrze robią' przed maratonem.

i węgli sobie przynajmniej nie muszę ograniczać (tu: penne z łososiem i rukolą)
A zatem jest cel. I to taki całkiem, całkiem. Pobiec maraton, na jaki rezultat jeszcze nie wiem, muszę oszacować, na ile będzie mnie stać i ile mi się będzie chciało, ale na pewno będę celować poniżej '4'. I będzie mała Mari kontra maraton. Oby tylko zdrowie dopisało, kolana siedziały cicho i wróciła forma z wiosny :)

8 komentarzy:

  1. No to skoro już jest cel to trzeba się wziąć do roboty! :))) co to są te kilometrówki a nawet 'dwu' ? :))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Robisz w trakcie treningu 5x1000m w tempie o kilka sekund szybszym niż na dychę z przerwą 500m na człapanie i dojście do siebie :) a dwukilometrówek jeszcze nie robiłam, ale na podobnej zasadzie, z tym że trochę wolniej i dłuższej przerwie ;)

      Usuń
  2. Mam nadzieję, że się spotkamy w Poznaniu :) Też mam w planach poprawkę życiówki.

    OdpowiedzUsuń
  3. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
  4. Bazując na tym, co do tej pory wypracowałaś spokojnie rozmienisz te czteryha :-)

    OdpowiedzUsuń
  5. 4h to na luzaku, ja liczę na lepszy wynik!:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Będę celowała w lepszy, tylko jeszcze nie wiem dokładnie o ile lepszy ;) z życiówki z połówki wychodzi, że powinnam 'łamać' 3:50...

      Usuń