piątek, 3 października 2014

MOJA DROGA DO DRUGIEGO MARATONU

Moje przygotowania do drugiego maratonu trwały 2 miesiące. Dokładnie na początku sierpnia, po starcie w Poz Tri i stwierdzeniu, żem cała i nic mi nie dolega, postanowiłam podjąć jeszcze jeden w tym roku challenge, czyli wystartować w maratonie. Dlaczego maraton? Bo czułam, i czuję nadal, że jestem w stanie poprawić swoją życiówkę z zeszłego roku i to dość znacznie. Dlaczego wcześniej nie wspominałam nic, że myślę o maratonie? Bo nie wiedziałam jak będę się czuła po tych wszystkich triathlonach, czy mój organizm udźwignie kolejne obciążenie. Jak widać, daje radę, i to całkiem nieźle. Choć zmęczenie sezonem lekkie czuje...

Normalnie 2 miesiące przygotowań do maratonu to nie jest jakaś wygórowana ilość czasu, jednak znaczenie ma to, że w lipcu też biegałam, oprócz kręcenia i pływania. Zdarzały mi się nawet wybiegania z '2' na początku, w końcu przygotowywałam się do dystansu 1/2IM, gdzie na końcu trzeba było przebiec półmaraton. W zasadzie cały lipiec, mimo że przebiegłam "tylko" 168km, z uwagi na długie treningi rowerowe i zakładkowe, całkiem ładnie podbudował moją wytrzymałość.


mało, więcej, coraz więcej ;)

Od sierpnia, gdy opadł kurz po triathlonach, skupiłam się już tylko na bieganiu. Rower i pływanie pojawiały się w moim planie treningowym już tylko sporadycznie.

nie mogę się napatrzeć na ten wykres, jak z podręcznika ;) (do 05.10. będzie ok. 50 km)

Żeby to moje bieganie miało jakiś sens, ułożyłam sobie w głowie pewien schemat/plan, jak zwał, tak zwał, w każdym razie udało mi się tego schematu do końca trzymać. 

Założenie było takie, aby biegać 4 razy w tygodniu w następującym porządku:
  • WB2, ze stopniowym zwiększaniem kilometrażu z tygodnia na tydzień, sporadycznie zastępowany tempem startowym na dystansie dłuższym niż bym biegła WB2,
  • rozbieganie w tempie komfortowym, czyli moja ulubiona jednostka treningowa :),
  • w sierpniu siła, czyli podbiegi, bieg po urozmaiconym terenie, we wrześniu zamiast podbiegów 2. kilometrówki, czyli WB3 (mój pierwszy raz z dwukilometrówkami),
  • długie wybieganie, w tym dwa z '3' na początku.

WB2

Pięknie to na początku nie wyglądało, ponieważ moje tempo w tym zakresie tętna spadło do 4:55 - 5:00. Dla porównania, na wiosnę WB2 zdarzyło mi się biegać w tempie 4:40-4:45. Jest to zdecydowanie najmniej lubiana przeze mnie jednostka treningowa. Na początku ledwo wyciągałam 8-9 km, z trupem w końcówce, w końcu udało mi się dojść do 14 km i kończyłam już w nieco lepszej formie. 

Dwa razy zamieniłam sobie WB2 na tempo startowe, w które ciężko mi było się wpasować - chciałam biec 5:20, wyszło średnio 5:13, potem chciałam biec 5:13, wyszło 5:16. Oczywiście nie biegłam jednostajnie, tylko szarpałam tempo. No nie mam tempomatu w tyłku, albo nie bardzo umiem go uruchomić. Oby odpalił w końcu na maratonie, bo tam o szarpaniu tempa nie ma mowy. 

PODBIEGI

Nie nabiegałam się sporo pod górkę, dlatego, że szybko musiałam te podbiegi zamienić na WB3. Internety mi podpowiedziały, że podbiegi na pewien czas przed maratonem należy odstawić, a zamiast nich trenować szybkość. Przy okazji penetracji okolicznych lasów i puszczy udało mi się znaleźć fajne trasy z górkami, idealne do trenowania siły biegowej, o których pisałam tu, i na które na pewno jeszcze wrócę. 

WB3

Z 2. kilometrówkami miałam do czynienia pierwszy raz. Że próbuję się usprawiedliwić? Trochę tak... Potrzebowałam się w nie wdrożyć, bo okazały się dla mnie niełatwym zadaniem. Za pierwszym razem miałam problem z utrzymaniem tempa 4:45, po jednym odcinku miałam dość i zamiast kolejnej 2. kilometrówki zrobiłam dwa tysiączki. Kolejne treningi poszły mi już lepiej, choć jeszcze musiałam popracować nad utrzymaniem jednostajnego tempa na całym odcinku, bo miałam tendencję do przebiegania pierwszego kilometra zachowawczo, a drugiego w trupa. 

tak nie biegajcie kilometrówek...

Popełniłam wydaje mi się, kilka błędów początkującego, w końcu udało mi się odpowiednio wdrożyć w temat, i myślę, że będę jeszcze z powodzeniem stosować tę jednostkę treningową w przyszłości, może nawet tak jak zaleca guru Skarżyński, będę robić odcinki po 3-4km, ale to dopiero na wiosnę... 

...natomiast tak już możecie :)

DŁUUUGO, JESZCZE DŁUŻEJ

Trening moim skromnym zdaniem niezbędny przed maratonem. Udało mi się wykonać wszystkie zaplanowane długie wybiegania, żadnego nie odpuściłam. Tak jak chciałam, zrobiłam dwa z '3' na początku, w tym najdłuższy dystans, jaki udało mi się przebiec na treningu w życiu, czyli 32km. Ostatnie długie, 26km postanowiłam sobie dodatkowo utrudnić, i w ramach tego, przebiec 20km w tempie startowym. Moja głowa nie chciała ewidentnie współpracować, wyglądałam pod koniec gorzej jak zombie, ale to nieważne, wytrzymałam ;) (ale towarzysz biegu uciekł, bo nie mógł na mnie patrzeć;) )


Czy jestem zadowolona z siebie? Heh, wiadomo :) Oczywiście, zawsze mogłabym się do czegoś przyczepić, a to WB2 za wolno i za krótko, WB3 niekoniecznie zgodnie z zasadami, podbiegów za mało, długie za szybko, a właściwie to ogólny kilometraż mógłby być większy. Whatever. Zrobiłam tyle, ile mogłam, na tyle dużo i intensywnie, ile pozwolił mój organizm, i na tyle mało, żeby mi bieganie nie obrzydło (po 12.10. mi obrzydnie, hihi). Czuję się naprawdę dobrze przygotowana do tego maratonu, a takiego uczucia nie miałam rok temu przed debiutem
 
Pozostało już tylko łapać świeżość i odpowiednio ustawiać głowę, po której niestety pałętają się strach i tchórzliwe myśli. Czas je wyplenić. Czeka mnie tydzień kumulowania sił, gromadzenia energii (nie napiszę, że dobrej, bo złość mnie lepiej napędza). Czas się otrząsnąć i zdać sobie w końcu sprawę z tego, że jestem mocna! Bo przecież jestem ;)

4 komentarze:

  1. Profesjonalnie do tego podchodzisz :)
    Udanego odpoczynku aka zbierania sił przed maratonem.
    I spokojną głowę miej, bo jak piszesz:
    "Zrobiłam tyle, ile mogłam, na tyle dużo i intensywnie, ile pozwolił mój organizm, i na tyle mało, żeby mi bieganie nie obrzydło (po 12.10. mi obrzydnie, hihi). Czuję się naprawdę dobrze przygotowana do tego maratonu" to jesteś dobrze przygotowana, i teraz po prostu pobiegnij swoje :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Staram się do tego wszystkiego podchodzić w miarę profesjonalnie, mądrze i z głową, ale też tak, żeby nie stracić tej całej radości biegania :)

      Usuń
  2. Zawsze znajdzie się coś, co można zrobić lepiej, bardziej, więcej i w ogóle. Ale podobno (powtarzam to do znudzenia) najgorszy plan treningowy, to ten zrealizowany w stu procentach. Głowa do góry i powodzenia za tydzień - będę na trasie :-)

    OdpowiedzUsuń