piątek, 10 października 2014

PRZEDMARATOŃSKIE STRACHY

Są dwa słowa, na których dźwięk przechodzi mnie lekki dreszcz. Są to oczywiście maraton i triathlon, a kolejność jest tutaj przypadkowa.

Coraz większy dreszcz wywołuje u mnie ostatnio świadomość, że już raptem za dwie noce i jeden dzień mam przebiec maraton z prędkością przelotową poniżej 5:23. I wciąż się zastanawiam, czy ja nie postradałam zmysłów ;) Przecież to prędkość, o której ja rok temu nawet nie śniłam! 

aaaaaaa!!!

Boję się tego maratonu i marudzę strasznie, towarzyszy mi stres większy, niż przed połówką ajrona! To był przecież dłuższy wysiłek, z wieloma czynnikami niezależnymi ode mnie, w paskudnym upale, a ja byłam wtedy spokojniejsza, niż teraz! Taka niby już doświadczona, wytrenowana już na jakimś tam poziomie, a niemalże robię ze strachu pod siebie przed tym maratonem, drugim w moim życiu. Wiem, co mnie czeka. Ta słodka niewiedza jest dużym plusem debiutu. Teraz już nie będzie takich emocji na starcie jak rok temu, za to trzeba będzie wystartować z pełną świadomością tego, w co się pakuję. Wypiąć się tyłkiem na strach i zrobić swoje.

Te ostatnie chwile poświęcam na "trening głowy", czyli Mari wbija sobie do łba, że jest silna, mocna i w formie. Ale muszę, naprawdę muszę przyznać, że jednak jestem dobrze przygotowana. Trenowałam najlepiej jak umiałam. Odrobiłam wszystkie zaplanowane treningi. Choć gdy biegłam ostatnie długie wybieganie - 26km w średnim tempie 5:25 to miałam dość wszystkiego, z bieganiem i maratonem na czele ;) Chwilowo ;)

Oczywiście nastawiam się, że będzie ciężko. Bo będzie. Maraton to (je)bitwa, powtarzam to sobie bez przerwy, a ja tam idę walczyć ze sobą, z trasą, z pogodą, która po mojej myśli niestety nie będzie. Nie będzie przyjemnie, nie pójdzie lekko jak z płatka, nawet jeżeli jestem dobrze przygotowana. 

Z jednej strony tak się boję tego maratonu, że chwilami odsuwam w głowie ten start na 'kiedyś-tam' - zacznę się nim martwić jak przyjdzie co do czego, a chwilami emocje mnie tak roznoszą, że chcę już stać na starcie, chcę już usłyszeć ten huk i poddać się temu szaleństwu.

Ostatnio, gdy czytałam "Urodzonych Biegaczy" zapadła mi w pamięć wypowiedź jednej z ultramaratonek, Jenn:

"Powiem Ci, że zaczęłam biegać w ultramaratonach by stać się lepszym człowiekiem (...) Wydawało mi się, że jeżeli pokonasz sto sześćdziesiąt kilometrów, doznasz oświecenia. Będziesz jak pieprzony Budda, który przynosi światu uśmiech i pokój. W moim przypadku nie zdało to egzaminu, bo wciąż jestem takim samym odpadem atomowym jak przedtem. Ale myślę, że nigdy nie wiadomo - istnieje szansa, że bieganie zmieni cię w takiego człowieka, jakim zawsze chciałeś być: lepszego, bardziej pokojowo nastawionego do życia. Gdy biorę udział w długim wyścigu, wtedy liczy się dla mnie tylko to by go ukończyć. Wtedy przynajmniej mój mózg nie bełkocze non stop, wszystko się wycisza i pozostaje jedynie czyste uczucie płynięcia z prądem. Jestem tylko ja i ruch."

Trzeba być trochę nienormalnym, odrobinę szalonym, żeby to wszystko robić. I powoli zaczynam to przyjmować do wiadomości, że ja właśnie taka odrobinę nienormalna jestem, choć ultramaratonów nie biegam (i raczej nie będę). Siedzi we mnie coś, co trudno zdefiniować, ale właśnie to 'coś' każe mi gnać do przodu, rzucać się na coraz trudniejsze wyzwania, wyznaczać nowe granice niemożliwego. Tej części siebie czasami się boję, ale ulegam jej. Intuicja podpowiada mi, że warto. Że to mi dobrze robi, pomaga w życiu, że dzięki temu staję się inna, lepsza, silniejsza. I właśnie po to, by znów przesunąć granice, by udowodnić sobie, że nie ma dla mnie rzeczy niemożliwych, że mój wysiłek nie idzie na marne, w niedzielę stanę na starcie i... dalej będę wiedziała, co mam robić. A Was skromnie proszę o trzymanie kciuków :)

6 komentarzy:

  1. "choć ultramaratonów nie biegam (i raczej nie będę)" - Mari cos nie wierze ze wytrzymasz w tym postanowieniu :P A GWiNT juz na wiosnę :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ultramaratony - miałam na myśli dystanse grubo powyżej 50 km ;) GWiNT mnie akurat korci, oczywiście ten krótszy dystans ;)

      Usuń
  2. Powodzenia Maria - trzymam kciuki :)

    OdpowiedzUsuń