środa, 25 lutego 2015

PODSUMOWANIE LUTEGO

Tego się bałam najbardziej. Że kolejnym postem po podsumowaniu stycznia będzie podsumowanie lutego. Że przez cały, choć krótki, lecz jednak miesiąc nic tu nie napiszę. Takiej przerwy, odkąd piszę tego bloga, nie miałam...

W liczbach luty nie prezentuje się jakoś powalająco: przepłynęłam niecałe 15km, przejechałam na bajku (Gienku) 89km, przebiegłam 173km i wysiedziałam na trenażerze łącznie 4h 50 min. Chciałabym te wyniki poprawić w marcu, ale czy mi się będzie chciało? Zobaczymy :)


PŁYWANIE

Starałam się pływać 3 razy w tygodniu i prawie co tydzień mi się ta sztuka udawała. Miałam okazję spróbować pływackiego crossfitu, co muszę przyznać, pokazało mi, że w beztlenie też da się pływać. Polegało to na tym, że robiliśmy z Karolem 10 przysiadów, albo 15 brzuszków, albo deskę z przyciąganiem nóg, albo 5 pĄpek (więcej się nie dało, wierzcie mi), po czym wskakiwaliśmy do wody, przepływaliśmy szybkie 50m, podpierając się rękoma o murek, o własnych siłach wychodziliśmy z basenu (żadną tam drabinką!)(nie raz zawisłam w pół), po czym robiliśmy kolejne 10 przysiadów, albo 15 brzuszków, albo deskę, albo 5 pĄpek i znów wskakiwaliśmy do wody i płynęliśmy na maksa.

Pierwszy raz w życiu doświadczyłam takiego stanu, że już nie mam czym oddychać, ledwo kontaktuję ze światem, a coś koło mnie żwawo płynie i tym czymś jestem ja. Wiem, to nie brzmi normalnie, ale inaczej w słowach oddać tego stanu nie umiem.

Jeszcze jedno z takich moich pływackich "ochów", to że pływam już delfinem z oddechem na '2' i idzie mi lepiej niż z oddychaniem na '1'. Taka, ot, niespodzianka.

A jako że mój rodzony brat, z zawodu fizjo, rzecze, że mięśnie grzbietu mam słabe, że w zasadzie, jak na mój poziom sportowego zaawansowania, to w ogóle ich nie mam, to nawróciłam się na pływanie stylem grzbietowym, i nie sądziłam, że kiedyś to stwierdzę, ale zaczęło mi się podobać. Przepływam sobie na plecach przeważnie ostatnie 200-300m treningu i jakoś tak lepiej się po tym czuję. A najbardziej to lubię taką kombinację: 25m szybkiego kraula, ładny nawrót z wyjściem do grzbietu i powrót grzbietem, i znowu 25 szybkiego kraula, nawrót, wyjście do grzbietu, i tak dalej, i tak dalej, aż w końcu nadszedł moment żeby wsiąść na...

ROWER

Zarzuciłam oglądanie filmów i seriali na trenażerze, bo się przy nich nie skupiam na treningu jak należy. A skoro na trenażer wsiadam tylko raz w tygodniu, to muszę ten czas wykorzystywać bardzo efektywnie. Zauważyłam, że najlepiej kręcenie mi wychodzi, gdy słucham muzyki, ale takiej typu Iron Maiden, Guns'n'Roses, Black Sabbath, krótko mówiąc zespołów, których na co dzień jakąś zagorzałą fanką nie jestem, ale na trenażerze, jak mi te gitary i wrzaski uderzą w bębenki, to kręcę jak złoto. Moją wysoką kadencję słychać w całym bloku. Sąsiedzi to mnie muszą bardzo lubić (pozdrawiam serdecznie).


Natomiast co do jazdy w terenie, to tak ją polubiłam że uskuteczniam co sobotę (z wyjątkiem jednej, bo śniegiem dawało, ale brak czasu przede wszystkim). Odkrywam coraz ciekawsze leśne zakamarki i nabieram ochoty na coraz dłuższe kręcenie. Tras w okolicy, wbrew pozorom, jest sporo i jest co odkrywać. A przy okazji tego kręcenia obczajam sobie przyszłe trasy na...

BIEGANIE

Oj działo się w tym temacie sporo. Bo najpierw się poddałam, biegi tempowe pokazały mi środkowy palec, nie szło, nie umiałam się przełamać. Z pomocą przyszedł K., który pozającował mi na kilometrówkach. Podczas pierwszej myślałam, że to ostatnia, że więcej nie dam rady, gdyby nie K., na kolejne bym się nie zdobyła. Jakimś cudem udało się przebiec 6 i nie umrzeć. I to w tempie lepszym niż zakładałam. A tydzień później jeszcze szybciej i to już sama. Poradziłam sobie z własną głową.



Poza tym robiłam podbiegi, jak chomik, bo doszłam do 25 powtórzeń. Lubię ten rodzaj treningu, i z żalem muszę go odstawić... Podobnie jak niedzielne długie, z którymi poszalałam w tym miesiącu, każde z '2' na początku, jedno nawet 24... Połówka się zbliża i trzeba szlifować tempo. Nie wiem co w zamian, cholerne WB2? Nie cierpię, ale chyba nie mam wyjścia... I już się boję na samą myśl, że założę pasek, i objawi mi się prawda o moich zakresach. A jak się znów poprzesuwały nie w tę stronę co trzeba? Niech już będzie ta połówka, bo ja chcę podbiegi i w teren! Przed Tri Sierakowem to dość wskazane ;)

...

Jeszcze tylko na koniec... Udało mi się jakoś przeżyć luty, mimo natłoku w pracy nr 1 i w pracy nr 2. (Odpowiedź na pytanie co jest pracą nr 2 znajdziecie w panelu bocznym;) ) Początek miesiąca był trudny, ale jakoś konsekwentnie dzień po dniu, tydzień po tygodniu dawałam radę i... mam nadzieję, że w marcu też się uda. I w kwietniu też, i w maju. I że może nawet życiówki będą. Ale przede wszystkim, zaczęłam bardziej doceniać czas, który przeznaczam na trening. Świadomość, że może mi go raz czasami zabraknąć, sprawia, że jak już wbiję się w te buty i wybiegnę, jak wskoczę do tej zimnej chlorowanej wody, jak już wsiądę tyłkiem na bajk, to daję z siebie wszystko, nie dla wyników, tylko bo to dla mnie najlepsze oderwanie od rzeczywistości.