wtorek, 26 maja 2015

#BIEGACZE DZIECIOM, CZYLI #WOLNERĘCE

Pewnie już ci z Was, którzy śledzą internety zdążyli się zorientować, że dzieje się akcja. Akcja nie byle jaka. Chodzi w niej o to, żeby pomóc. Pomóc tym, którzy są mali, bezbronni, i tylko na pomoc innych mogą liczyć. Dzieci z Interwencyjnego Preadopcyjnego Ośrodku w Otwocku mają ciężko już na samym początku życia, dlatego tak ważna jest ta pomoc. Pracownicy Ośrodka robią wszystko, by dać dzieciom to, czego potrzebują, ale niestety sami mają ograniczone możliwości. O Ośrodku i jego podopiecznych można przeczytać na http://www.adopcja.org.pl/nasze_programy.php.
 
My możemy im pomóc. Jeśli chcesz wywołać uśmiech na buziach tych dzieci, dołącz do nas i zróbmy to razem. Jak? Wystarczy zrobić sobie selfie. Nie byle jakie! Zrób selfie tak, by były na nim widoczne twoje ręce (i innych osób, jeśli takie znajdą się na zdjęciu). Jak? Pstrykaj stopą, samowyzwalaczem – ogranicza Cię tylko wyobraźnia. Mogą być zdjęcia zrobione w czasie biegu, w domu, w pracy, u fryzjera. Możesz pozować sam, sama, z dziećmi, przyjaciółmi, ukochanym kotem. Jednym słowem jak chcesz, gdzie chcesz i z kim chcesz, byle tylko przy robieniu selfie nie używać rąk. Następnie opublikuj zdjęcie na stronie tego wydarzenia na facebook'u z hasłem „Mam wolne ręce by pomagać” i opisz je hashtagami #wolneręce i #biegaczedzieciom. Zachęcamy również do publikacji zdjęć na swoim profilu, fan page’u, Instagramie – jednym słowem gdzie się tylko da!


Każdy, kto odważył się na wykonanie selfie bez użycia rąk, zamieścił zdjęcie na stronie tego wydarzenia wpłaca dowolną kwotę na konto akcji: http://www.siepomaga.pl/r/wolnerece i przesyła potwierdzenie przelewu na adres biegaczedzieciom@gmail.com.


Spośród wszystkich fotek wybierzemy najbardziej kreatywne a ich twórcom przyznamy jedną z nagród:
Na Wasze zdjęcia i potwierdzenia przelewów czekamy do 31 maja do północy. 1 czerwca odbędzie się wielki finał akcji i ogłoszenie zwycięzców. 


Link do wydarzenia na facebook'u: https://www.facebook.com/events/1595288777386673/

Nie zwlekaj i przyłącz się do naszej akcji już dziś!

piątek, 15 maja 2015

CHRUPKI CHLEBEK SKANDYNAWSKI - PRZEPIS

Podzieliłam się ostatnio na facebooku informacją, że pieczywo to ja sobie robię sama... I tak faktycznie jest, choć skłamałabym, pisząc, że nie sięgam już wcale po gotowe. Zdarza mi się sięgnąć po bagietkę z Lidla, przed długim niedzielnym bieganiem zwłaszcza, przed którym nie wyobrażam sobie zjeść cokolwiek innego, niż oklepaną już "białą bułę z dżemem". Ale chociaż konfiturę mam roboty własnej lub Babci :)

Ale wracając do chleba, piekę regularnie chleb orkiszowy, kroję na skibki (dla tych co nie z Poznania: kromki) i zamrażam. Szukałam przepisu na coś prostego, co mogę mieć zawsze pod ręką, coś, co się nie przeterminuje i nie zestarzeje w oka mgnieniu, a jest przy okazji mega syte i zdrowe. I oto znalazłam: chrupki chlebek skandynawski, na stronie www.mojewypieki.pl, na której można naprawdę kilka ciekawych przepisów wyszukać pomiędzy tortami i plackami. 

a obok pesto z rukoli produkcji własnej
Chrupki zawiera mąkę żytnią i całą masę ziaren. Jest bardzo syty, a nie wygląda :) Banalny do wykonania, no i smakuje jak dla mnie rewelacyjnie. Jadłam go już i z pesto, i z twarogiem, i z konfiturą rabarbarową, i z powidłami śliwkowymi, w każdym wydaniu smakuje bardzo dobrze. Można go również jeść w wersji bez niczego jako przekąskę. 

Warto jedynie pamiętać, żeby cienko rozsmarować  ciasto na blasze, bo jak chlebek wyjdzie za gruby, to bez końskiej (lub, mryg, tytanowej ;) ) szczęki nie damy rady :)

Składniki odmierzamy w [ml], możemy też odmierzać w szklankach, lub w czymkolwiek chcemy, chodzi o zachowanie proporcji. Ja robiłam 'na szklanki' i tak podaję w nawiasie. (szklanka ma ok. 250ml)

400 ml płatków owsianych (2 szklanki)
400 ml mąki żytniej typ 2000 (2 szklanki)
200 ml  ziaren słonecznika (1 szklanka)
100 ml ziaren sezamu (pół szklanki)
100 ml ziaren siemienia lnianego (pół szklanki)
2 łyżeczki soli
700ml wody (3 i pół szklanki)

Suche składniki wrzucamy do miski, zalewamy wodą, mieszamy i zostawiamy na 15 minut do napęcznienia. Następnie przekładamy na blachę (wyłożoną papierem) i rozsmarowujemy, tak aby warstwa miała 3mm. Można ciasto oprószyć dodatkowo ziarnami lub makiem, żeby ładniej wyglądało. Nie jest to konieczne. Wkładamy do piekarnika i pieczemy około godzinę w temperaturze 170 stopni na termoobiegu. 



Teraz uwaga:

- po ok. 15 minutach od rozpoczęcia pieczenia wyciągamy chlebek i kroimy ostrym nożem na skibki (tak, wiem, kromki...) i wkładamy z powrotem do piekarnika,

- podczas pieczenia co około 15 minut uchylamy na chwilę piekarnik, aby wypuścić parę wodną,

- po godzinie wyciągamy chleb z piekarnika, dzielimy na skibki (kromki) i możemy je włożyć ponownie do ciepłego piekarnika, aby nabrały chrupkości. Nie jest to etap konieczny, zadanie dla chętnych :)


Chleb po ostygnięciu można przechowywać w szczelnym pojemniku podobno nawet do kilku tygodni. Taka informacja zawarta jest w oryginalnym przepisie u pani Doroty, jeszcze nie doszłam do etapu 'kilku tygodni'. I nie wiem czy dojdę, bo chlebek znika w tempie zatrważającym i chwilowo wyparł orkiszowy :)



Polecam i smacznego!

link do oryginalnego przepisu: http://www.mojewypieki.com/przepis/chrupki-chlebek-skandynawski

PS (dodane 14.09.2015)

Po kilku miesiącach 'praktyki' doszłam do kilku wniosków, którymi warto, żebym się z Wami podzieliła :)

- zamiast wykładać blachę papierem do pieczenie, lepiej posmarować ją masłem i posypać mąką. Chlebek bez problemu odejdzie od blachy, a z papierem bywa różnie - zależy jaki papier. Np. papier do pieczenia z Lidla wtapia się w chlebek i już nie raz go musiałam 'zeskrobywać' z kromek, więc nie warto ryzykować,

- warto zamiast 400ml mąki żytniej dać 250ml mąki i 150ml otrębów żytnich, chlebek będzie bardziej chrupki, 

- warto piekarnik otwierać podczas pieczenia nawet co 10 - 12 minut i zostawiać go tak przed dobrą chwilę otwartego, u mnie to trwa około minuty, ulatuje wtedy bardzo dużo pary wodnej, a chlebek ładnie się wysusza,

- naprawdę ważne jest to, aby grubość chlebka nie przekraczała 3mm, tylko gdy jest cienko rozsmarowany, będzie chrupki i nie połamiemy sobie na nim zębów. U mnie na tych zdjęciach jest ciut za gruby, teraz jak piekę, wygląda zupełnie inaczej ;)

piątek, 1 maja 2015

KWIECIEŃ - PODSUMOWANIE...

Kwiecień był pokręconym miesiącem. Nie udał mi się start w połówce poznańskiej, to z tych rzeczy mniej fajnych... Zrozumiałam, że czasami może mi się zdawać że mocno trenuję, ale nie zawsze ten trening musi się okazać skuteczny.
Miałam też przerywnik w trenowaniu, bo dopadło mnie dość upierdliwe przeziębienie, które nie chciało odpuścić. Mimo przeziębienia pobiegłam z tatą w jego debiutanckiej dyszce w Obornikach. Jak już zwalczyłam choróbsko, zrobił się prawie koniec kwietnia... Na szczęście miesiąc udało mi się zakończyć z przytupem.



SWIM

Wróciłam na basen w połowie miesiąca, ale potem przeziębienie pokrzyżowało mi plany.  W zasadzie sensownie popływać udało mi się dopiero w ostatnim tygodniu. Technicznie trochę przez przerwę straciłam, wytrzymałościowo - sporo. Za główny cel stawiam zatem odbudowę wytrzymałości, bo przepłynięcie 500m w żwawym tempie lub 100m z nawrotami przyprawia mnie obecnie o zawał. A Sieraków za miesiąc! No i kto za mnie przepłynie te 950m? No nikt! Sama muszę. I chciałabym poniżej 20 minut. Mimo  przerwy mam nadzieję, że się uda. Tylko muszę się wziąć do roboty, teraz już nie ma zmiłuj. Poza kraulem nie odstawiłam na bok delfina. Staram się od czasu do czasu pływać tym stylem, w celu budowaniu siły, na której mi zależy. Dużo staram się pływać grzbietem w celu wzmocnienia mięśni pleców i bicepsów. Naprawdę nie wiedziałam, że pływanie na grzbiecie tak angażuje bicki! W dodatku pracują wówczas te mięśnie, które nie pracują przy zwykłym kraulu na brzuchu, pływanie na zmianę na grzbiecie i na brzuchu (np. 25m/25m) poprawia wytrzymałość i technikę. Można poćwiczyć przy okazji pływanie z nawrotami, bo w razie czego w trakcie "fazy grzbietowej" się dotlenimy. Więc kto nie próbował, to polecam :)

BIKE

Tłumaczę sobie, że mieszkam w bardzo wietrznym regionie, że jeżdżę drogami w otwartym terenie, gdzie wokół są pola i żadnych wzniesień, i że przez to strasznie wieje, a ja tak wolno jeżdżę. Lemondka pomaga o tyle, że czasami w ogóle jestem w stanie ujechać. Denerwuje mnie, że jak mocniej zawieje to muszę walczyć o tempo powyżej 20 km/h, co w kontekście triathlonu wygląda nieco śmiesznie. Wiatr wiatrem, ale tak naprawdę to wszystko dlatego, że jestem rowerowo słaba. Nadal. Ale pracuję nad tym... Każdy trening kończę kilkoma podjazdami "na dużym blacie" i na stojaka. Nawet przed zakładką sobie tego nie odpuściłam. Mam dość tego jeżdżenia jak oferma.


RUN

O moim podejściu do bieganie pisałam ostatnio. Stawiam teraz na siłę biegową, bo czeka mnie dość ambitny, jak na moje możliwości, bieg górski. Bieganie po lesie uskuteczniam już od pewnego czasu. Teraz moim nowym sprzymierzeńcem jest piach, miejscami po kostki, więc jest co przebierać nogami. No i nie jest płasko. Nawet zbaczam z trasy głównej żeby zahaczyć o dodatkowy podbieg (choć czasami na ich widok mnie mdli), albo na przykład żeby sobie wejść na skarpę i poćwiczyć schodzenie po takiej stromiźnie. Zabieram ze sobą pełen bidon na nerce, nawet gdybym miała nic nie wypić, żeby się przyzwyczajać do taszczenia bufetu. A niedługo zacznę z plecakiem i dwukilowym bukłakiem. Robi się zatem...

SIŁA!

Poza bieganiem z obciążeniem zabrałam się (w końcu!) za deseczki, pompeczki i krzesełeczka.  Krzesełek, muszę się przyznać, nie robiłam wcześniej W OGÓLE i wyciska ze mnie teraz łzy to ćwiczenie. Ale już są efekty i to nie tylko takie, że spodnie w nogawkach stały się przyciasnawe.

TRI MARI! 

Jak już wspomniałam, miesiąc zaczęłam słabo, ale skończyłam z przytupem. Udało mi się jednego dnia rano przepłynąć mocne 2 kilometry, a po południu zrobić zakładkę 42km bike + 9km run. Zeszłoroczna pierwsza zakładka to była czysta euforia, a w tym roku ogromne zmęczenie odczuwalne podczas biegu. Muszę więc gonić swoją formę. Tri Mari musi być gotowa na Sieraków.