środa, 1 lipca 2015

DZIEWCZĘ Z NIZIN JEDZIE BIEGAĆ W GÓRY...

Przez ostatnie dni w głowie mam takie oto myśli:

A boś sobie wymyśliła taki start. Trzeba było wybrać ten krótki dystans. Albo inny start z mniejszym przewyższeniem. Ale nie! Musiałaś sobie wybrać trudny.
To mi ciągle dźwięczy w głowie.

Co tu mówić, boję się. Dystans - 34km, nie jest tak przerażający, co przewyższenie +-2000m! No i Śnieżka. Nigdy nie była to dla mnie szczególnie przyjemna górka do wchodzenia. Nigdy nie lubiłam tego podejścia, a i widoki w Tatrach lepsze. Ale jak dam radę, będę wielka :)

AAAAAAAAAA !!!

Przed pierwszym w życiu 'górskim' startem wypadałoby napisać, jak się do niego przygotowywałam, mieszkając na nizinach. Bo jak już kiedyś pisałam, mieszkam w sercu Wielkopolski, w mieście obrzydliwie płaskim...

I może zacznę od tego, czego nie robiłam :) Otóż najważniejszego: nie trenowałam w górach. Nawet nie pomyślałam o tym, żeby choć na jeden weekend wyskoczyć w Karko, i samej spróbować, o co właściwie chodzi z tym bieganiem w takich prawdziwych, górskich warunkach. Trochę żałuję, że się w te góry nie zebrałam. Trudno się mówi, pozostało zatem iść na żywca.

Dobra. To teraz o tym, co robiłam:


Podbiegi. Trenowałam je na górce, która ma 200m długości, pierwsze 100m jest dość łagodna, a w dalszej części się wybrzusza. Ta druga część zawsze wywoływała u mnie stan przedzawałowy. Początkowo 3-5 podbiegów na tej górce to był mój maks, przy schodzeniu marszem... Pocieszające jest to, że na ostatnim treningu podbiegłam pod tę górkę 20 razy z rzędu, zbiegając, a nie maszerując między podbiegami :) 

Tu jeszcze zimą, gdy ledwo robiłam TRZY...

Długie wybiegania. Limit czasowy mojego startu na Śnieżkę wynosi 7 godzin,  ja chyba nad wyraz ambitnie, ale bym chciała zmieścić się 6 godzinach. Tak, czy inaczej, czeka mnie długi, o ile nie najdłuższy wysiłek w życiu (Poz Tri trwał 5:50). Długie wybiegania robiłam zawsze w lesie, gdzie główne podłoże to był piach :/ Niestety nie miałam gdzie przyzwyczaić nóg do skalnego podłoża, wierzę jednak po cichu, że na tym piachu to sobie ładnie wypracowałam siłę i stabilizację. Wybiegania robiłam z plecakiem i pełnym 2. litrowym bukłakiem, żeby się do niego przyzwyczaić, żeby nauczyć się z niego korzystać i żeby było trudniej :)

Marszobiegi z kijami. Kiedy kupiłam kije, postanowiłam się z nimi na maksa otrzaskać, zanim ruszę w Karko. Na szczęście mam kilka miejsc w zasięgu 20. minut jazdy yarisem, gdzie mogłam te kije wypróbować, Puszcza Notecka kryje w sobie dużo pagórków :) Kiedyś nawet o tym pisałam tu <klik>. Ćwiczyłam stabilizację na zbiegach (piach) i podchodzenie pod stromiznę z kijami, no i sam bieg z kijami w rękach po nierównym (raz dźgnęłam się w udo, ślad jest cały czas :) )

Ach, te podjazdy. Robiłam, ale za mało. Miałam je robić ze względu na te góry i ze względu na moją słabą jazdę na bajku. Nie zrobiłam ich tylu, ile miałam w planach. Wiem, że będę musiała do nich wrócić w lipcu już tylko wyłącznie ze względu na tri. Ech...

Ćwiczenia NN do kraula i grzbiet na basenie. NN, czyli płynięcie samymi nogami do kraula. Na przykład: deska w rękach i pracujemy na maksa nogami. Na brzuchu i na grzbiecie. To samo bez deski, na brzuchu i na grzbiecie. Potem można jeszcze próbować: sama lewa noga, sama prawa, oczywiście na brzuchu i na grzbiecie. Nogi z waty gwarantowane, pod warunkiem, że się nie opierdzielamy ;) Uwzięłam się na to ćwiczenie ostatnio, żeby wzmocnić nogi. Poza tym starałam się więcej pływać grzbietem, z pomocą Karola sobie podciągnęłam ten styl, choć nigdy nie będzie on moją mocną stroną. Ale zaczynam lubić. I uskuteczniałam, żeby mięśnie pleców wzmocnić, specjalnie pod te góry.

Core stability. Bo góry to nierówny teren, więc dobrze wyćwiczona stabilizacja i mięśnie głębokie są jak najbardziej wskazane. Ćwiczyłam przede wszystkim deski, pośladki i przysiady na berecie. Nie stroniłam też od pĄpek, choć one miały znaczenie drugorzędne. Gdy miałam mało czasu, priorytet miały deski i beret.

Waga startowa. Chciałam się w końcu rozprawić z pozimowymi zapasami i zrobić miejsce na dwukilowy bukłak, i chyba częściowo mi się to udało. Nie jestem w stanie poprzeć tego liczbami, bo wagę przypadkiem (dosłownie) zbiłam podczas sprzątania łazienki ;) Do tej pory nie zaopatrzyłam się w nową. Widzę i czuję różnicę, zwłaszcza gdy biegnę, i jak mi spodnie rurki zaczynają zjeżdżać z tyłka..

Więcej przygotowań nie poczyniłam. To musi wystarczyć. Boję się, ale jednocześnie chce mi się, czuję to podniecenie typowe dla debiutu. To uczucie niewiadomej... Ale najbardziej jednego się boję: podobno góry wciągają i po nich nic nie jest takie samo. Boję się, że przepadnę tam z kretesem :)

11 komentarzy:

  1. :) Spoko loko! Kto jak nie Ty! Ja już od października zapisana na Bieg Górski 34km w Krynicy we wrześniu i już nie mogę się doczekać!
    Trzymam kciuki, Powodzenia!

    OdpowiedzUsuń
  2. Startujesz nie po to, by być pierwsza na mecie. Sam udział w tych zawodach jest już wyczynem. Dotarcie do mety w dobrym zdrowiu (no i w limicie czasowym) to wyłącznie Twój sukces i zasługa.
    A że góry wciągają, to więcej niż pewne!
    Udanego debiutu w górach :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Daję słowo, że wciągają. I że później niż już nie jest takie samo. Ale nie martw się - później jest już tylko piękniej.
    Udanego startu!

    OdpowiedzUsuń
  4. Mari

    powodzenia na debiucie górskim :)
    Spokojnej głowy życzę :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Marysiu, będzie dobrze:) Śnieżka bywa piękna (teraz, za trzecim razem, wreszcie zobaczyłem widoki z niej!) :) Powodzenia!

    OdpowiedzUsuń
  6. Marysia, będzie super! Karkonosze to piękne góry, a w twoją formę wierzę bardzo!:) Życzę powodzenia i bardzo mocno będę trzymać za Ciebie kciuki!

    OdpowiedzUsuń
  7. Mam te same obawy. Coś niepokojącego jest w tych górach, skoro tak wszyscy pieją nad nimi z zachwytu ;-)

    OdpowiedzUsuń
  8. Strach miał wielkie oczy. Wygrałaś!
    W debiucie 52. miejsce wśród 80-ciu, którzy ukończyli ten morderczy bieg, a raczej wspinaczkę. I do tego punktowane (6) miejsce w klasyfikacji kobiet.
    Jeszcze raz gratuluję i chylę czoła :)

    OdpowiedzUsuń
  9. Najważniejsze, że z uśmiecham na twarzy:D

    OdpowiedzUsuń