czwartek, 15 października 2015

Kuchnia dla biegaczy. Siła z roślin. Efekty recenzowania...

Dzięki uprzejmości wydawnictwa Publicat otrzymałam do zrecenzowania książkę autorstwa Violetty Domaradzkiej, Roberta Zakrzewskiego oraz Damiana Parola "Kuchnia dla biegaczy. Siła z roślin". Jako osoba będąca od kilku miesięcy na diecie wegetariańskiej (na której zamierza na 99,99% pozostać) ochoczo przystałam na propozycję recenzji. Jestem jeszcze na tym etapie, że chętnie przyjmuje wszelkie informacje na temat diety roślinnej, mimo że w mojej diecie nadal obecne są nabiał i jajka. 


Pierwsze wrażenie książka robi pozytywne już samą jakością wydania. Usztywniana okładka, całość jest drukowana na dość grubym, sztywnym i śliskim papierze - pewnie pomyślano tu o kuchennych niezdarach, które czasem lubią coś rozlać - te kartki są zdecydowanie bardziej odporne wilgoć ;) Mamy sporo kolorowych zdjęć, koszt wydruku pewnie tani nie był, co zapewne rzutowało na cenę książki...

Co to właściwie ten weganizm?
No właśnie, bo jak mówi sam tytuł, mamy do czynienia z dietą stricte roślinną. Czyli jest to dieta, która odrzuca nie tylko mięso (w tym ryby, bo już zdążyłam się przekonać że nie dla wszystkich to jasne), ale wszelkie produkty pochodzenia zwierzęcego, czyli jajka, nabiał, miód.  Wszystkie propozycje dań oparte są wyłącznie na składnikach pochodzenia roślinnego, czyli kaszach, płatkach, ziarnach, makaronach, mlekach roślinnych, tofu, warzywach i owocach. Wbrew pozorom jest tego sporo ;)

Dla kogo jest ta książka?
Książka nie jest w moim odczuciu skierowana do wegan, bo oni w temacie swojej diety wiedzą zapewne sporo. Może być dobrym materiałem dla wegetarian, którzy myślą o stopniowym przejściu na weganizm lub po prostu dla każdego, kto chce wzbogacić swoją dietę w składniki roślinne. 


Trochę teorii...
Książka zwłaszcza na początku zawiera kilka stron wyjaśnienia, czym jest dieta roślinna, jakie są korzyści z jedzenia roślin, zwłaszcza w przypadku osób biegających. Autorzy jednocześnie delikatnie odcinają się od tego, co zwykle towarzyszy diecie wegańskiej, czyli działania na rzecz zmniejszenia cierpienia zwierząt. Tematem książki ma być nieprzetworzona dieta oparta na produktach roślinnych i tak w istocie jest. Zero jakiejkolwiek ideologii. Część teoretyczna jest dość krótka, aczkolwiek wystarczająca, żeby czytelnika nie zanudzić i nie zniechęcić do spróbowania diety roślinnej. Znajdziemy tu kilka praktycznych informacji i wskazówek, np. co powinno się znaleźć w dziennym menu, po kolei opisane są poszczególne grupy produktów: warzywa strączkowe, pełnoziarniste produkty zbożowe, nasiona/pestki/orzechy, owoce i warzywa. Kilka słów na temat makroskładników, czyli węglowodanów, białka i tłuszczów, czym one są, jak działają i w jakich produktach znajdziemy tego najwięcej. To samo na temat witamin i składników mineralnych. Niby to takie oczywiste, jednak czasami fajnie sobie wiedzę nieco usystematyzować. Kilka akapitów poświęconych jest wpływowi diety roślinnej na zdrowie, znajdziemy również informacje na temat suplementacji witaminy B12, która w przypadku wegan, a również wegetarian, jest konieczna. Poza informacjami teoretycznymi znajdziemy również porady autorów, np. czym zastąpić masło na kanapce, jajko w cieście, a także  relacje z biegów ultra.

Przepisy
Te, jak już wspomniałam, oparte są wyłącznie na składnikach pochodzenia roślinnego. Zamiast jajek znajdziemy siemię lniane lub banana. Jest dużo tofu, do którego osobiście jeszcze się nie przekonałam i raczej nie przekonam, choć never say never, jak to mówią ;) W moim odczuciu autorzy bardzo lubią tofu oraz mąkę i kaszę gryczaną, których też osobiście nie trawię (no wyrzyg na sam zapach, nic nie poradzę), niemniej zawsze można je zastąpić mąką orkiszową, pszenną razową, kaszą jaglaną, pęczakiem. W ogóle jak ktoś jest jako tako ogarnięty w kuchni, jest w stanie modyfikować te przepisy na miarę własnych potrzeb.

A przepisy do skomplikowanych nie należą, jak również nie wymagają długiego siedzenia w kuchni i babrania się po uszy w garach. Składniki w większości przypadków jestem w stanie kupić w moim mieście, więc w większych miastach nie powinno być z tym żadnego problemu. Poza tym od czego są sklepy internetowe ;) Podoba mi się to, że autorzy przepisów w prawie każdym dorzucają prażone pestki słonecznika. Nawet sugerują, żeby takie składniki jak ziarna, pestki czy natkę dorzucać po prostu do dań, dla wzbogacenia. Słonecznik prażony uwielbiam i teraz dorzucam do wielu dań, bo bardzo potrafi odmienić smak nawet zwykłej sałatki. To tak na marginesie...

Przepisy są pogrupowane wg kategorii: śniadania, drugie śniadanie, zupy, dania główne, sałatki, do chleba (pasty i pasztety), koktajle i napoje, desery, przed startem i na zawodach. Składniki podane są w gramach oraz w przeliczniku szklanki/łyżki, co mi się akurat podoba. Przy każdym przepisie podana jest sugerowana liczba porcji, ich kaloryczność oraz symbol informujący, w jaki pierwiastek  danie obfituje najbardziej, np. Fe :) Albo Mg :) Lub piorun w kółeczku, który oznacza, że danie jest wysokowęglowodanowe :)

Udało mi się, póki co, wypróbować dopiero kilka przepisów, część pomysłów na dania znałam już wcześniej, np. makaron z cukinią, czy warzywne leczo. Za to zainteresowała mnie bardzo tarta z buraków, którą wypróbuję wkrótce, oraz pesto z natki rzodkiewki, które obiecałam sobie przetestować na wiosnę, jak będzie dostęp do świeżych, sezonowych warzyw.

Należałoby zaznaczyć jedną rzecz, mianowicie książka nie promuje stricte przejścia na dietę wegańską, celem autorów jest zachęcenie nas do włączenia roślin w swój jadłospis, pokazania, że asortyment roślinnych składników spożywczych jest naprawdę bogaty, że można komponować dania, posiłki na bazie samych roślin bez większego problemu. Wbrew powszechnemu chyba jeszcze w naszym kraju przekonania, że weganie jedzą tylko liście i marchewki, okazuje się, że mając odpowiedni zasób wiedzy można, budując swój pełnowartościowy jadłospis, bazować wyłącznie na składnikach pochodzenia roślinnego.

A tu praktyczne efekty recenzowania książki:

Pęczak zapiekany z marchewką i jabłkiem, jeszcze załapał się na zdjęcie:


Dynia pieczona z rozmarynem - wykorzystałam ją później jako składnik wielowarzywnej sałatki z kaszą pęczak:


Ciasto jaglane z jabłkami - czasem w życiu nie wychodzi... Nie wyłożyłam blachy papierem i brzegi się spiekły. Poza tym całkiem dobry, lekki deser lub drugie śniadanie.


Makaron z cukinią i czosnkiem. Zwykle dodawałam do tego dania ser, tym razem się powstrzymałam resztką sił :) Ale czegoś mi tu brakowało...


Sałatka z buraków i rukoli - powinna być z oliwą truflową, ale to jeden z tych nielicznych produktów, którego u siebie w mieście za uja nie kupię ;) Zastąpiłam go więc sosem z oliwy, octu winnego, miodu i musztardy. Pasowało genialnie!


Czy kogoś jeszcze trzeba przekonywać, że kuchnia roślinna może być smaczna, różnorodna i, nie licząc tej nieszczęsnej spalenizny, całkiem ładna i kolorowa? :)

3 komentarze:

  1. Fajna recenzja. U mnie wygląda to tak, że zdecydowanie mam bardzo dużo roślin (owoców i warzyw) w diecie i sporo robię takich żarełek jakie ty opisujesz, ale docelowo raczej nie przejdę na weganizm ponieważ dobrze funkcjonuję na połączeniu roslin z mięsem i jajkami no i nie widzę innych powodów u siebie.No ale może na wiosnę zrobię vegan-eksperyment żeby zobaczyć jak mój organizm reaguje na brak nabiału. A nuż będzie lepiej :) Książkę zapisuję więc ku pamięci.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Docelowo raczej też nie zostanę weganką, za bardzo lubię jajka i sery :) Natomiast sprawdzenie jak organizm się czuje na samych roślinach dla osoby, która na co dzień je mięso może być ciekawym doświadczeniem.

      Usuń
  2. Ja mam pytanie czy ciasto jaglane z jabłkami, gdy robiłaś to ugotowałaś kaszę jaglaną przed dodaniem jej do masy ? :)

    OdpowiedzUsuń