poniedziałek, 26 października 2015

UPA do góry!

Po pierwsze to chciałam napisać, że ta akcja na fejsie, to było dla mnie totalne zaskoczenie, bardzo mnie wzruszyła i podniosła na duchu. Pokazała, że przez bieganie poznałam wspaniałych ludzi, którzy są gotowi cię wesprzeć w chwilach trudu. 


Starałam się nie epatować swoją kontuzją i nie uprawiać ściany płaczu, żeby nikogo nie zniechęcić do swojego bloga, do siebie. Zrozumiałam dzięki Wam, że kontuzja to owszem, zło, ale ludzie, którzy ci dobrze życzą, kibicują, będą z tobą zawsze, nawet w tych trudnych chwilach. A niektóre zdjęcia mnie naprawdę rozłożyły na łopatki :) Ale no motyw przewodni był dwupośladowy, więc nie mogło być inaczej!

Po drugie to chciałam napisać, że upa ma się lepiej i wszystko inne też. Choć w tych najgorszych wizjach ustawiałam się w kolejce do osteopatów, ortopedów, badań usg i robienia rezonansów, długiej przerwy, jednak trzech fizjoterapeutów dało radę. Trzech fizjo, trzy koncepcje, każdy pracował nad czymś innym. Najpierw podejrzanym był przywodziciel uda, potem kręgosłup, potem biodrowo lędźwiowy. Najbardziej prawdopodobna wydała mi się opcja z kręgosłupem, choć spięte miałam ponoć wszystko od połowy pleców i brzucha, przez tyłek po przywodziciela. Jako przyczynę wszyscy wskazują, ekhem, przetrenowanie... (nooo, mam nad czym myśleć) 
Dodatkowo rozłożyło mnie przeziębienie i to nie byle jakie. Kaszlałam jak gruźlik przez dobre dwa tygodnie. Jak człowiek nie trenuje to łapie każde świństwo, siada cała wcześniej wypracowana odporność. Nawet poszłam do lekarza, bo przez moment bałam się, czy jakiegoś zapalenia płuc nie złapałam. Na szczęście nic groźnego, tradycyjnie lekarka chciała mnie poratować antybiotykiem. Receptę grzecznie przyjęłam, po czym zginęła ona w czeluściach torebki, nigdy nie zrealizowana. Jakoś się wykaraskałam, nie zabijając resztek swojej odporności. A ostatecznie kaszel przeszedł po pierwszym bieganiu ;) Niestety przez choróbsko musiałam na dłuższy czas odpuścić pływanie, przez co nie mogłam wspomóc chwilowo Drużyny Korsarzy, ale to się zmieni!

Musiałam z pokorą uznać ten sezon za stracony, odpuścić starty, których naprawdę wyczekiwałam: 
Maraton Puszczy Noteckiej, któremu w większości podporządkowałam letnie treningi, wyjazdy do lasu, bieganie po Puszczy, rozpoznanie trasy Maratonu, pagórki, piach, wszystko to na nic...
Szamotuły Samsung Półmaraton - impreza, która ma szczególne miejsce w moim sercu mimo brzydkiej trasy ;) bo od niej się wszystko zaczęło. Miałam tu w końcu połamać 1:45...
Bieg Niepodległości w Obornikach - spróbować poprawić życiówkę na 10 km. Po cichu liczę, że jeszcze tam wystartuję, ale to będzie raczej spokojny bieg (oby)...

Najtrudniej było z półmaratonem, bo start i meta zlokalizowane były pod moim domem. Gdzie się nie ruszyłam, widziałam banery, plakaty. To wyciskało ze mnie łzy. Na szczęście opanowałam własne emocje i przetrwałam tę imprezę, bo startował mój Tata. Przebiegł swój pierwszy półmaraton z czasem 02:10:02 i stwierdził, że 'jest co urywać'. Muszę w tym miejscu napisać, że ja w debiucie na tej samej trasie miałam gorszy czas - 2:12:27... 

świeżo upieczony półmaratończyk - Tata
Zatem nadrabiam powoli swoje zaległości, a jest co nadrabiać. Przede wszystkim zaniedbane mięśnie odpowiedzialne za stabilizację, brzucha i nóg. Nie mogłam robić nawet desek, bo one angażowały kontuzjowane mięśnie. Beret i piłka do ćwiczeń poszły zupełnie w odstawkę... Byłam uziemiona, tylko patrzyłam bezradnie jak wcześniej wyrobione mięśnie brzucha znów zanikają pod warstwą tłuszczyku, choć naprawdę starałam się mieć na wodzy swój apetyt. Naprawdę. Nie zawsze wyszło...

Delikatnie, acz zdecydowanie wracam do ćwiczeń, tym razem regularnie, z zegarkiem w ręku. Nie mam skrzyżowanych palców za plecami, na serio do tego podchodzę, bo za bardzo mi zależy na zdrowiu i realizacji marzeń, o których na szczęście nie zdążyłam zapomnieć.

Takie prawdziwe bieganie musi jeszcze poczekać, na razie truchtam w tempie oscylującym w okolicach 7 min/km, dystans zwiększam bardzo ostrożnie. Powtarzam sobie: delektuj się tym spokojnym bieganiem, bo jak zaczniesz biegać z planem, to będziesz gdzieś pomiędzy tempem maratońskim a progowym marzyła, żeby sobie spokojnie potuptać... Nooo, maratońskim :) 

niespodziewajka od wydawnictwa Inne Spacery
No właśnie, bo plan mam taki: 

...albo nie. Napiszę kiedy indziej :)

3 komentarze:

  1. Trzymaj się Mari, trzymaj :)
    Daj znać jak książka - jeszcze jej nie czytałem, zatem może warto/nie warto?
    Przetrenowanie to ważny problem, to masz nad czym myśleć.
    powodzenia

    OdpowiedzUsuń
  2. Znam aż nadto ten ból. Byłem wyłączony z biegania i startów przez 14 misięcy. Cierpliwość, rozwaga i wytrwałość poparte systematycznością zawsze wygrywają. Życie płata nam figle, które są poniekąd jego treścią. Ale ważny jest cel i droga, która do niego prowadzi. Życzę Tobie szybkiego i trwałego powrotu do realizacji marzeń i kontynuacji pieknej pasji.

    OdpowiedzUsuń