niedziela, 22 stycznia 2017

2017. 3 - 2 - 1 - start!

Gdy w końcu na trzeźwo (czytaj: w pełnym skupieniu) usiadłam i rozpisałam sobie moje startowe zamiary na rok 2017 to wyszło mi że będą: trzy petardy, dwa porachunki i jeden powrót


Powinnam chyba jednak zacząć od tego, że plany na ten rok już całkiem poukładane miałam w okolicach sierpnia, września. Jednak zmieniły mi się. Wszystko tak naprawdę przez petardę nr 2, czyli Rzeźnika, który mi przewrócił wcześniej powzięte triathlonowe zamierzenia do góry nogami. Bo rok miał się zacząć mocnym maratonem na wiosnę, potem późniejszą wiosną i latem miał być triathlon za triathlonem, a jesienią dopiero góry i ultra. Jednak się zawirowało, doszły do głosy inne marzenia podszyte nutką szaleństwa, tym sposobem z wcześniej snutych planów ostał się jeno tylko maraton na wiosnę, czyli...

Pierwsza petarda: Dębno Maraton, 02.04.
Początkowo nastawiałam się tu na konkretną życiówkę i mocną pracę w jej kierunku, jednak po przemyśleniu tego i owego stwierdziłam, że samo żyłowanie asfaltu nie jest dobrą koncepcją w kontekście późniejszego Rzeźnika. Postanowiłam zweryfikować swój plan treningowy zapożyczony z książki "Maraton zaawansowany", odpuścić biegi tempowe (których w tym planie jest w moim odczuciu aż nadto) na rzecz siły biegowej, czyli górek, lasu. Myślę, że przy dobrych wiatrach i tak powinna wyjść z tego życiówka, ale przynajmniej nie będę musiała jak gópia co chwilę kontrolować tempa na zegarku. Uff. Niemniej, Dębno petardą musi pozostać, bo na dystans maratonu nie wyobrażam sobie wrócić inaczej, jak w dobrym stylu.

Druga petarda: Bieg Rzeźnika, 11.06.
Dla mnie to wyzwanie nie tylko pod względem kilometrażu i przewyższenia. Całe swoje życie biegowe biegałam sama. Ze wszystkimi kryzysami, samotnością długodystansowca nauczyłam się walczyć tudzież żyć... sama. Tak mi się dobrze biegało samej, że ciężko było mnie namówić do wspólnego biegania. Jednocześnie marzyło mi się zrobić swoje pierwsze ultra u boku wyjątkowej osoby. Taka osoba się pojawiła. Łuki. Biega jak dzik, niejedno ultra ma za sobą i nie przesadzę, pisząc, że debiut ultra u boku takiej osoby to jak wygrana w totka. Niemniej... Łuki za mnie tego Rzeźnika nie przebiegnie i czeka mnie mnóstwo pracy w najbliższym czasie. Dużo biegania i dużo treningu uzupełniającego. Staram się zwracać bardziej uwagę na to co jem, żeby nie mieć żadnych niedoborów, zaczęłam nawet sięgać po dodatkowe białko. Bo ta petarda straszy zdecydowanie najbardziej.

Trzecia petarda? Będzie. Tylko jeszcze nie wiem jaka. Zostawiam sobie na razie wolną furtkę i myślę, że to może być wszystko - od życiówki w połówce, przez triathlon po kolejne ultra w górach. Czas pokaże, niemniej uzależnione to będzie od tego w jakiej formie będę po Rzeźniku.

W międzyczasie, pomiędzy petardami, będą też dwa porachunki, czyli starty które dały mi w przeszłości popalić, w miejscach, które muszę odczarować.

Porachunek pierwszy: Triathlon Sieraków 30.05. 
Tu na lekkim wkurwie ukończyłam 2 lata temu triathlon na dystansie 1/4IM w czasie powyżej 3 godzin. Chcę wrócić w to miejsce, i mimo tego że do maja średnio będzie jak się przygotować do tri, to zrobię wszystko, żeby rozgromić te 3 godziny, a najlepiej 2:57 :) Pomoże mi w tym mój nowy dwukołowy triathlonowy towarzysz: poznajcie Feliksa :)

Feliks to ten biały, ale w Sierakowie pojadą oba :) :)
Porachunek drugi 'okrojony': półmaraton Karkonoski, 02.07.
Właściwie to powinnam dla pełnego 'odkucia się' pobiec cały dystans, ale... będę po Rzeźniku, czyli będę jedną wielką niewiadomą jeżeli chodzi o formę. Poza tym ultra po ultra, no jeszcze nie ten etap wtajemniczenia, jakieś resztki zdrowego rozsądku Mari chciałaby zachować. Więc będzie połówka, ale skoro krótki dystans, to mam nadzieję, że zrobię to naprawdę szybko. Chciałabym powtórzyć burzę z Krynicy, czyli OZD (czyt: ogień z dupy) od samiuśkiego początku. Pomarzyć zawsze można, a Rzeźnik zapewne zweryfikuje ten plan ;)

Będą też magiczne powroty...


Łemko Maraton, 05.10.
Tu w ogóle w bardzo, ale to bardzo wstępnych założeniach miało być 70km. Jednak trochę się pozmieniało i Łemko to Łuki i jego start życia - marzenie - 150km. Postanowiłam skrócić dystans do takiego, po którym będę jeszcze żywa, aby móc śledzić poczynania Łukiego na trasie :)

A w międzyczasie będą się odbywać starty treningowe:

... Wielka Prehyba, 22.04.
Nie sądziłam, że kiedykolwiek start w maratonie górskim wrzucę do kategorii 'starty treningowe'. Ależ mi się zmienił punkt siedzenia. Niemniej będzie ten bieg kluczowym treningiem do Rzeźnika - bo raz, że długie wybieganie po górach. Dwa, że z Łukim pobiegniemy go razem, żeby się trochę przyzwyczaić do siebie w warunkach startowych. A ja w warunkach startowych aniołem nie jestem (on jeszcze nie wie). 

Beskidzki Rozporek, tfu, Toporek :) 20.05
Zaledwie 3 tygodnie przed Rzeźnikiem. Półmaraton górski. Wierzcie mi, resztką sił powstrzymałam się przez zapisaniem na dystans maratonu. A jadę tam dlatego, że Łuki startuje na dystansie 70km. Więc skoro już tam będę to wykorzystam to jako ostatnią okazję do treningu w górach przed Biegiem Rzeźnika i pobiegnę w miarę mocno 21km z ok. 1000m przewyższenia.

Cykl Warta Challenge Marathon&Half
To cykl 5. biegów terenowych na dystansie maratonu i półmaratonu, który odbywa się w okolicach Biedruska. Obrałam dystanse półmaratońskie i traktuję je jako okazję do treningu tempa z połączeniem siły, przede wszystkim w ramach przygotowań do Dębna i Rzeźnika.



Dziewicza Góra Biega!
Niestety daty biegów w ramach Warta Challenge i GP Dziewiczej Góry nakładają się na siebie, w związku z tym na Dziewiczej uda mi się wystartować jedynie w dwóch biegach. Niemniej postaram się tam mocno 'zakwasić' nogi, bo każda górka przed Rzeźnikiem jest na wagę złota. Poza tym zawsze to test formy, można porównać wyniki z przeszłości z aktualnymi. Jesienny test zdałam celująco (54:10), będzie mi ciężko to poprawić, ale zrobię co w mojej mocy... Lubię siłować się z Dziewiczą :)  Jak widzicie, wszystko sprowadza się do Rzeźnika...


Mari Rzeźnik... Brzmi nieco abstrakcyjnie dla mnie, póki co. Myślę, że jak przebiegnę, to zabrzmi już całkiem poważnie. I znowu nic nie będzie już takie samo...