Przejdź do głównej zawartości

Posty

Wyświetlanie postów z czerwiec, 2016

III Triathlon Pniewy. Koniec epoki Grześka (i Grażynki).

Nie pamiętam, kiedy ostatnio tak się bałam triathlonu, jak tym razem. Bałam się tego powtarzalnego do bólu scenariusza - wychodzę w pierwszej części stawki z wody, a potem jestem sromotnie wyprzedzana na rowerze. Z drugiej strony, dlaczego miałoby być inaczej, skoro jeździłam ostatnio tyle, co nic. A skoro to najsłabsza dyscyplina, to powinnam temu bajku największą uwagę poświęcić. Poza tym, nie ma co się oszukiwać, "sprzętowo" też nie wygląda to najlepiej. Grzesiek cały chrzęści, wszystko w nim nadaje się do kompletnej wymiany, miałam wymienić osprzęt, ale stwierdziłam, że na ten jeden raz to bez sensu. Biegowo tragedii nie ma, udało mi się sporo odbudować, ale sądziłam, że nadal bardzo mi daleko do tego, co było dwa lata temu, gdy tu startowałam. Pływanie to jedyna dyscyplina w której się pewnie czuję, ale... na basenie. Bo na jeziorze i w pralce może wydarzyć się przecież wszystko. Oczekiwań zatem wobec siebie wygórowanych nie miałam. Ten triathlon nie był dla mnie…