niedziela, 22 grudnia 2013

GRUDNIOWY MESS

Trochę ostatnio przysnęłam, jeżeli chodzi o pisanie, ale kto mnie ma na endo, ten wie, że jestem aktywna. Grudzień był moim najbardziej obfitującym w treningi miesiącem w życiu. A to dlatego, że potraktowałam go jako czas próbny łączenia trzech dyscyplin. Chciałam sprawdzić, jak mi to wyjdzie organizacyjnie, czasowo i co najważniejsze, jak zniesie to mój organizm. A że miesiąc jeszcze trwa, to parę kilometrów wpław czy biegiem dojdzie. A tyle do tej pory o sobie wiem, że:
- grzebię się strasznie rano i zamiast pływać 45 min pływam tylko 30-35. Muszę nad tym popracować. Nad sobą znaczy się.
- Łączenie dwóch dyscyplin obciążających nogi, czyli roweru i biegania wymaga bardzo sumiennego rozciągania (rym...). Nie ma miejsca na zaniedbania (i znowu rym...), bo to się zemści. Nawet bym powiedziała, że bardziej zemści się po rowerze. (Tak, tak, przypomniało sobie dziewczę o rolowaniu...)
- Przekonałam się, że mogę więcej niż myślę / jak się chce, to czas znajdzie się zawsze / drzemią we mnie nieznane pokłady sił, czyli same utarte slogany, które zna dobrze każdy. A jednak prawdziwe.
Więcej wniosków będzie w kolejnych postach :)

Jednak nie tylko sportowo byłam aktywna. Musiałam się ostatnio z wieloma rzeczami ogarnąć. Wiadomo, jak to w grudniu: święta, nawał w pracy, bo rok się kończy, wszystko musi być zrobione, oddane, wypuszczone w świat. W dodatku inne rewolucje w życiu na własne życzenie. Ciężko się pozbierać czasami. Ale zbieram się kawałek po kawałku do kupy, wbijam w biegowe ciuchy tudzież inne i wpadam w trans. I wtedy nie ma mnie. Tak na przykład, nie było mnie dzisiaj przez dobrą chwilę, gdy zaliczałam fantastyczne półdługie wybieganie (po treningu do maratonu 17 km nie jest już w moim odczuciu długim wybieganiem). Uprasza się szybkobiegaczy o powstrzymanie śmiechu, ale dla mnie biec dłuższy czas w tempie około 5:30 i nie czuć zmęczenia to naprawdę już COŚ. A tak właśnie dziś miałam. Czyżby moja forma rosła?

Ogólnie to zabałaganiona jestem strasznie. Kończy się rok, a ja wiele rzeczy mam kompletnie rozgrzebanych, niepokończonych i usilnie próbuję ze wszystkim dojść do ładu. Atmosfera świąt jakoś specjalnie mi się nie udziela. Święta? A, no święta. Nic w domu nie chce mi się robić. Demobilizacja taka, że hej! Pierogów pierwszy raz od kilku lat nie robię. W zasadzie nic nie robię. Ewentualnie coś upiekę. A! Okna pomyłam. To jest mój mały sukces, bo nienawidzę tego robić. Ale umyłam je, wprawdzie lepiej, żeby słońce zbyt mocno nie świeciło, bo moja radość z tytułu ich umycia szybko się ulotni, jednak umyłam je i w domu jakby jaśniej. 

Teoretycznie trwa już zima, jednak w okolice Szamoni zawitała ona nieco wcześniej, żeby sobie potem odejść.
A gdy jeszcze była, to zaatakowała mnie w środku polnej drogi pomiędzy jedną wsią a drugą. Dawała śniegiem prosto w twarz. O, tak było:






A tydzień później już było niestety tak:




A tak już zupełnie na koniec, z dużym przymrużeniem oka oczywiście: masz na trasie takich kibiców na jakich zasłużyłeś/aś. Oto moi :)



poniedziałek, 9 grudnia 2013

BROWNIE Z KASZY JAGLANEJ Z ORZECHAMI

Kocham brownie. Za to, że jest mokre, gliniaste i do tego mocno czekoladowe. Z kolei kaszę jaglaną odkryłam całkiem niedawno i nie rozumiem, dlaczego tak późno. Gdy zobaczyłam na stronie www.mojewypieki.com przepis na brownie z kaszy jaglanej, nie było opcji, żebym tego w mojej kuchni nie wypróbowała.

W oryginalnej wersji ciasta zostały wykorzystane orzechy pekan. Ja zastosowałam włoskie i stwierdzam, że też pasują. 

Brownie z tego przepisu wychodzi dobre, mokre w środku, czyli takie, jakie powinno być, ale przy okazji nie jest takie ciężkie i zaklejające, jak brownie tradycyjne. Do tego przepis jest tak banalnie prosty, że naprawdę ciężko coś spartaczyć :)

Składniki:
pół szklanki kaszy jaglanej
1 szklanka wrzącej wody
szczypta soli
50ml oleju
3 jajka
1/2 szklanki śmietanki kremówki 30%
3/4 - 1 szklanki cukru
1/2 szklanki kakao
1 łyżeczka proszku do pieczenia
orzechy pekan lub włoskie

Kaszę ugotować w wrzącej wodzie z dodatkiem soli (najlepiej wg instrukcji danej kaszy na opakowaniu). Ugotowaną i przestudzoną kaszę wrzucić do miski, dodać wszystkie pozostałe składniki i zmiksować blenderem.

Blachę o wymiarach 16cm x 26cm wyłożyć papierem do pieczenia. Wylać ciasto i wyłożyć na nie orzechy. Piec w temperaturze 180 stopni około 40 - 45 minut.

Smacznego!