poniedziałek, 15 września 2014

OSTATNIA PROSTA PRZED MARATONEM

Jednak bieganie

To moja ulubiona dyscyplina. Wiem, że to banalne stwierdzenie na blogu, który z założenia traktuje głównie o bieganiu, jednak czytelnicy wiedzą, jak się ostatnio roztroiłam ;) A tak mi się chce ostatnio biegać! Przygotowując się do drugiego w swoim życiu maratonu, biegam więcej niż kiedykolwiek, a na pewno więcej, niż gdy przygotowywałam się do debiutu na tym dystansie rok temu. Pozytywnym zaskoczeniem jest dla mnie brak bólu! Owszem, przeważnie na 25. kilometrze wybiegania czuję, że moje nogi przeobrażają się w drewniane kołki, ale to jest nic w porównaniu z zeszłym rokiem. I przebierają te moje nóżyny jakoś tak szybciej i lżej - dla porównania: rok temu pokonanie 28 km zajęło mi około 3. godzin, w tym roku niecałe 2 godziny i 40 minut. A 30 km? Psze bałdzo: 3. godziny i 3 minuty, a rok temu ponad 20 minut dłużej. Mało temu, rok temu nogi miałam permanentnie ociężałe, bardzo długo się regenerowały, w pracy ledwo siadałam i wstawałam od biurka, miałam straszne zakwasy. W tym roku, w dzień wybiegania wieczorem już nie czuję, żebym jakikolwiek długi dystans pokonała. Dostrzegam te różnice pomiędzy zeszłym rokiem a obecnym i cieszy mnie to bardzo. Naprawdę. Cieszy mnie nawet nie to, że szybciej biegam, ale że mój organizm tak ładnie to wszystko znosi, jednak te ćwiczenia na mięśnie głębokie i stabilizację na coś się przydały. 

Tak wyglądałam po pierwszej tego roku 30 - stce, po jakichś 3. godzinach po takim stanie nie było śladu ;)
 (ponoć na tym zdjęciu mam stopy rozmiaru 45 ;) )

Oczywiście do maratonu jeszcze trochę czasu zostało, nie pozwalam na to, aby moja czujność została uśpiona, dbam bardzo, ale to bardzo, o dobre rozciąganie (po długim wybieganiu przynajmniej 20. minut), pilnuję, aby rozciągnąć każdy newralgiczny mięsień, zwłaszcza czwórki, które były najbardziej podatne na zakwasy oraz tyłek (strach przez ITBS). A po wybieganiu poświęcam czas na regenerację, nie unikam drzemki w ciągu dnia, wręcz przeciwnie, czas w niedzielę w okolicach południa mam zarezerwowany na spanie. Wiem, nie powinnam takich rzeczy publicznie pisać, bo przecież mało kto ma tak dobrze, żeby móc spać w niedzielne południe. No ale ja mam i bezczelnie to wykorzystuję.

4 tygodnie PRZED

O tym, co jeszcze możemy zrobić na miesiąc przed maratonem, pisała ostatnio tutaj Ava. 
Moje najważniejsze 'sprawy' do dopilnowania to dokończyć 'gubienie' 2 kg, co miałam zrobić już wielokrotnie: przed zeszłorocznym maratonem, przed połówką w Poznaniu, przed tri... Oczywiście nie wyszło. Jeżeli chodzi o samo bieganie, zwłaszcza na długim dystansie, warto być nieco lżejszym. Łatwo powiedzieć, trudniej zrobić, nie zawsze umiem powstrzymać się od słodyczy, choć i tak już jest lepiej. Muszę z nimi bardzo uważać, bo nie mam takiego turbospalania jak za czasów przygotowań do tri.
Dla mnie to już ostatni dzwonek na te najdłuższe wybiegania, żeby potem stopniowo ograniczać tygodniowy kilometraż. Zrezygnowałam z biegania po puszczańskich pagórach na rzecz jedno - i dwukilometrówek, czyli przekuwam siłę na szybkość ;) Swoją drogą, nie wiedziałam że dwukilometrówki to taki hardcore, masssakra, krew, pot i łzy w jednym! Po takiej 2. kilometrowej gonitwie wyglądam tak, że tylko mnie z chodnika zbierać, albo karetkę wzywać. Zdecydowanie wolę jednokilometrówki.
Staram się też od czasu do czasu biegać w tzw. tempie startowym. I tu pewnie większość z Was zastanawia się, jakie to tempo startowe w końcu trenuję. Otóż, przyznam się, oscyluje ono w granicach 5:18 - 5:22. Znoszę je różnie, czasami się męczę, czasami biegnie mi się lekko, ale za każdym razem najgorzej mi jest zacząć i przetrwać pierwsze 5 km. To, że biegam w takim tempie, nie oznacza, że pobiegnę na 3:45, raczej będę się starała zejść poniżej 3:50, czyli pobiec w okolicach tempa 5:25. Raczej... 

Jeszcze kilka słów o Wadze Startowej

Jak już chwilę temu wspomniałam, z wagą startową jest u mnie tak, że jej nigdy nie osiągam. Przynajmniej nie kształtuje się ona na takim poziomie jakbym chciała. Choć hipopotamem nie jestem, należę raczej do tych szczupłych, to jak każda kobieta, zawsze u siebie to i owo do zrzucenia znajdę. Poza tym kilogram mniej to zawsze większe uczucie lekkości w biegu a co za tym idzie, szybsze tempo. 


Dzięki uprzejmości wydawnictwa Inne Spacery otrzymałam przedpremierowy egzemplarz książki, która ukaże się dopiero 14. października, pod tytułem "Książka kucharska dla aktywnych. Waga startowa", autorstwa Matta Fitzgeralda (tak, to ten od "Wagi Startowej"). Przy pierwszym pobieżnym przejrzeniu książki odniosłam pozytywne wrażenie i mam już na oku kilka przepisów, które wypróbuję. No, żebym tylko nie zaczęła od tych na ciastka ;) (bo wyglądają fajnie!)

Takie rzeczy tylko po zawodach ;) tutaj after Poz Tri