Przejdź do głównej zawartości

Posty

Wyświetlam posty z etykietą maraton

Maraton Karkonoski. W paszczy wilka.

Myślami wracałam do momentu, w którym popełniłam zapis na ten bieg. Jesie ń zeszłego roku. Moment nie najlepszy pod różnymi względami, ogólnie rzecz ujmując . C zasami tak jest , że wali się wszystko , na każdym froncie . Ż e trzeba podejmować trudne decyzje i działać mimo totalnego braku sił. Na domiar złego nie mogłam biegać i nie wiedziałam (nikt nie wiedział) jak długo to będzie trwało. A potrzebowałam tego biegania w ówczas jak nigdy. Mimo tego całego pesymizmu gdzieś głęboko we mnie tliła się malutka nadzieja, która kazała dalej marzyć i snuć plany. Nieśmiało obierałam w głowie cele, wsłuchując się w muzykę z Gladiatora , po cichu wierząc, że może jednak uda się je zrealizować. I jednym z objawów tej nadziei było zapisanie się na Maraton Karkonoski - bieg górski na dystansie 46km z przewyższeniem ok. 2000m. A w momencie zapisu marzyłam o bezbolesnym przebiegnięciu 4,6km po płaskim... Pół roku później, zupełnie inna ja , stanęłam na starcie tego biegu, mając wciąż w ...

"CELUJ W KSIĘŻYC, BO NAWET JEŚLI NIE TRAFISZ, WYLĄDUJESZ MIĘDZY GWIAZDAMI" 15. POZNAŃ MARATON.

Może zacznę od tego, co było PRZED :) A było tego dość sporo. Od ponad tygodnia bolało mnie lewe biodro. Obawiałam się, że powrócił syndrom pasma, z którym borykałam się rok temu. Nie pisałam nic o tym na blogu, bo stwierdziłam, że uznacie to za profilaktyczne tłumaczenie się z mojej ewentualnej porażki.  Na trzy dni przed mój żołądek zaczął strajkować i wszelkie węgle, jakie mu serwowałam trawił dość zawile i powoli, był ciężki jak kamień i non stop bolał, więc przed maratonem zamiast wodą opijałam się herbatą miętową. Na dwa dni przed miałam wrażenie, że dobiera się do mnie jakieś przeziębienie, a dzień przed od rana bolała mnie głowa. Oczywiście to wszystko był stres. A ból biodra to na pewno nie pasmo, powiedział fizjo, mam się nie przejmować, tylko biec swoje .  No to znalazłam sobie sposób na odstresowanie i przez ostatnie dni - nie śmiać się! - dziergałam jak głupia na szydełku ;) Bo ręce miały co robić, mogłam się dzięki temu wyciszyć, a czytanie książek nie ...

14. POZNAŃ MARATON. O TYM, JAK ZOSTAŁAM MARATOŃCZYKIEM :)

13 października 2013. Och, jak ja się bałam tego dnia! A jednocześnie nie mogłam się doczekać... Czekałam na ten maraton wiele miesięcy, przygotowując się nań lepiej lub gorzej. Bywało też tak, że żegnałam się z nim w myślach, bo byłam pewna że nie uda mi się przygotować i pobiec... Tak, były takie momenty. Jednak nadzieja, że się uda, gdzieś we mnie głęboko się tliła i dopóki była szansa, nie odpuściłam sobie... Biegałam niejednokrotnie z bólem, zaciskając zęby, potem znosiłam bolesne masaże i rolowanie, wszystko po to, aby spełnić marzenie o maratonie. Udane 25 - kilometrowe wybiegane w tempie (jak się okazało) nieco wyższym niż maratońskie dało mi pewność, że wystartuję. I w końcu nadszedł Ten Dzień. Na start dotarliśmy na około godzinę wcześniej. Paweł, który mi tego dnia towarzyszył, postanowił wziąć rower i towarzyszyć mi chociaż na części trasy. Umówiliśmy się, że poda mi żel (mój ulubiony o smaku bobofruta) na 18. i 28. km. Jeden żel do zjedzenia na 9. km miałam przy sobie...