Przejdź do głównej zawartości

Posty

Wyświetlam posty z etykietą triathlon

Opalanie w strefie zmian, czyli sztafeta 1/4IM w Chodzieży.

Było sobie takich troje ludków, z których każdy miał swoją ulubioną dyscyplinę. Tych troje ludków postanowiło połączyć swoje siły i wystartować w sztafecie triathlonowej. Wybór imprezy do łatwych nie należał, bo każdy miał już jakoś poukładany rok, pozajmowane weekendy na 3 miesiące do przodu, finalnie padło na Chodzież. Dystans - 1/4IM. Na zmianie pływackiej miałam płynąć ja... W momencie zapisu pływałam 3 razy w tygodniu i to z konkretną rozpiską treningową. Miałam naprawdę ambitny plan zejścia poniżej 17 minut. Nie wzięłam niestety pod uwagę dwóch rzeczy: że zamkną na cały lipiec pływalnię w Szamo i że przebiegnę Rzeźnika, który mnie rozłoży na ponad miesiąc. Tym sposobem w połowie lipca zaczęłam sobie przypominać jak się pływa kraulem, bo zdążyłam niestety zapomnieć. Przypominałam sobie i w jeziorze i na pływalni w sąsiednim mieście. Miałam poczucie, że składam styl od początku. Moje założenie na ten start musiałam zweryfikować i powalczyć o to, by wyszło cokolwiek poniże...

Triathlon Sieraków. Czy tylko skok w bok?

Zapisując się na triathlon w Sierakowie nie wiedziałam jeszcze, że na pewno pobiegnę Rzeźnika. Było to całkiem sporo czasu przed losowaniem na Rz., kiedy wysokość wpisowego była jeszcze do przełknięcia, a już powoli kończyły się miejsca na listach startowych. W momencie zapisu plan był taki, aby poprawić swoje wcześniejsze wyniki, a zwłaszcza odkuć się za start sprzed ponad dwóch lat, który mnie sponiewierał i ogólnie niezbyt fajnie go wspominam. Start w Sierkowie to miał być jednak przede wszystkim tri debiut Łukiego... Miał być. Niestety, nie rozpisując się zanadto, bo lekarskich diagnoz powtórzyć nie potrafię, ratujemy nogę przed Rzeźnikiem. Prognozy są optymistyczne, ale noga miała nie robić nic przez tydzień. Tri debiut został zatem odłożony w czasie. Wypożyczona pianka została zwrócona bez użycia, a nowy trisuit leży niewypakowany. Przyjdzie nań czas, jestem pewna, bo Łuki przez samo kibicowanie zaraził się tri. Tak mówi :) Tymczasem startować miałam ja, choć strasznie m...

III Triathlon Pniewy. Koniec epoki Grześka (i Grażynki).

Nie pamiętam, kiedy ostatnio tak się bałam triathlonu, jak tym razem. Bałam się tego powtarzalnego do bólu scenariusza - wychodzę w pierwszej części stawki z wody, a potem jestem sromotnie wyprzedzana na rowerze. Z drugiej strony, dlaczego miałoby być inaczej, skoro jeździłam ostatnio tyle, co nic. A skoro to najsłabsza dyscyplina, to powinnam temu bajku największą uwagę poświęcić. Poza tym, nie ma co się oszukiwać, "sprzętowo" też nie wygląda to najlepiej. Grzesiek cały chrzęści, wszystko w nim nadaje się do kompletnej wymiany, miałam wymienić osprzęt, ale stwierdziłam, że na ten jeden raz to bez sensu. Biegowo tragedii nie ma, udało mi się sporo odbudować, ale sądziłam, że nadal bardzo mi daleko do tego, co było dwa lata temu , gdy tu startowałam. Pływanie to jedyna dyscyplina w której się pewnie czuję, ale... na basenie. Bo na jeziorze i w pralce może wydarzyć się przecież wszystko. Oczekiwań zatem wobec siebie wygórowanych nie miałam. Ten triathlon nie był dla ...

1/2 IM POZNAŃ TRIATHLON. ŻAR Z NIEBA I NAJPRAWDZIWSZY OGIEŃ Z PĄ-DUPY.

Kawał drogi pokonałam, aby stanąć na starcie 1/2 IM Poznań Triathlon. Ta droga składała się z wielu wyrzeczeń, czasu poświęconego na treningi, spalonych kalorii, a nawet ran. Mimo, że czułam się dobrze przygotowana, strach momentami mnie paraliżował i nie wyobrażałam sobie momentu startu. Bo jak ja mam, tak z własnej woli, wejść do tej wody, przepłynąć 1,9km, potem przekręcić 90km na bajku i jeszcze pobiec półmaraton? Ogrom tego zadania tak mnie przytłaczał, że odziana w piankę, na krótko przed wejściem do wody, poryczałam się, i z rykiem do tej wody wchodziłam. Ironwoman, co ryczy, dobre sobie... A warunki tego dnia nie sprzyjały. Podczas ubierania pianki spotkałam Krasusa z NKŚ, który powiedział mi, że mam brać koniecznie picie na punktach odżywczych na rowerze, bo bez tego będzie ciężko. Cenną radę Krasusa wzięłam sobie mocno do serca. Ostre słońce i temperatura ponad 30 stopni, z takimi warunkami się nie igra.  SWIM Jestę mistrzę! Gdy znalazłam się już w wodzie, na...

1/4 IM SIERAKÓW, CZYLI MÓJ PIERWSZY TRIATHLON

Niedzielny poranek był słoneczny, ale dość chłodny. Było mi brrr! zimno. Nie wyobrażałam sobie, jak mam się za chwilę w tym chłodzie brrr! rozebrać, wbić w brrr! piankę, wejść w niej do tej brrr! zimnej wody. Brrr! A minuty do startu mijały nieubłaganie. Chwilę wcześniej po raz ostatni odwiedziłam Alberto w strefie zmian, dwukrotnie przećwiczyłam pokonywanie trasy, którą wrócę z wody i którą wrócę z roweru. Dzień wcześniej byłam w strefie zmian dwa razy, i przed odprawą, i po odprawie, za każdym razem próbując zapamiętać, gdzie jest moje stanowisko. To nie była taka prosta sprawa.  Pół godziny przed startem wbiłam się w końcu w piankę, założyłam 'pachnący' gumą żółty czepek i oksy. Zanurzenie w wodzie było najmniej przyjemnym momentem dnia. Potem chwilę pływałam dla rozgrzewki i z wody obserwowałam start pierwszej fali - bo start był tzw. barceloński z uwagi na sporą liczbę zawodników, czyli startowaliśmy falami. Wypadło, że będę w tej drugiej.  SWIM Stało sobie...