Przejdź do głównej zawartości

Posty

ŚNIEŻKA, DWA RAZY, POPROSZĘ! CZYLI MÓJ PIERWSZY RAZ Z GÓRAMI

Gdy miałam niespełna 9 lat, Tata zabrał mnie i mojego 5 - letniego wówczas brata na wakacje, do Karpacza. To była nasza (moja i brata) pierwsza w życiu wycieczka w góry. Tata nas nie oszczędzał, jeżeli chodzi o wędrówki, a my specjalnie nie narzekaliśmy. Przeszliśmy sporo szlaków, a na Śnieżkę, jak chyba większość turystów wdrapaliśmy się z Kopy, podjeżdżając wyciągiem. Wtedy zakochałam się w widoku skalistego Słonecznika z kotła Małego Stawu pod schroniskiem Samotnia. Latami marzyłam, aby w to miejsce wrócić. Gdy wróciłam ładne kilkanaście lat później, w międzyczasie zobaczywszy Tatry, Gorce, Bieszczady i Pieniny, stwierdziłam, że ten zachwyt nad Karkonoszami wynikał z tego, że innych gór po prostu nie znałam. Ale teraz jestem gotowa to odszczekać. Choć przy wyborze swojego startu górskiego nie kierowałam się żadnymi sentymentami, myślę, że to jednak nie mógł być przypadek. Tu, gdy byłam dzieciakiem, zakochałam się w górskich widokach i strumykach. Teraz, po kilku latach biegania, od...

"CELUJ W KSIĘŻYC, BO NAWET JEŚLI NIE TRAFISZ, WYLĄDUJESZ MIĘDZY GWIAZDAMI" 15. POZNAŃ MARATON.

Może zacznę od tego, co było PRZED :) A było tego dość sporo. Od ponad tygodnia bolało mnie lewe biodro. Obawiałam się, że powrócił syndrom pasma, z którym borykałam się rok temu. Nie pisałam nic o tym na blogu, bo stwierdziłam, że uznacie to za profilaktyczne tłumaczenie się z mojej ewentualnej porażki.  Na trzy dni przed mój żołądek zaczął strajkować i wszelkie węgle, jakie mu serwowałam trawił dość zawile i powoli, był ciężki jak kamień i non stop bolał, więc przed maratonem zamiast wodą opijałam się herbatą miętową. Na dwa dni przed miałam wrażenie, że dobiera się do mnie jakieś przeziębienie, a dzień przed od rana bolała mnie głowa. Oczywiście to wszystko był stres. A ból biodra to na pewno nie pasmo, powiedział fizjo, mam się nie przejmować, tylko biec swoje .  No to znalazłam sobie sposób na odstresowanie i przez ostatnie dni - nie śmiać się! - dziergałam jak głupia na szydełku ;) Bo ręce miały co robić, mogłam się dzięki temu wyciszyć, a czytanie książek nie ...

1/2 IM POZNAŃ TRIATHLON. ŻAR Z NIEBA I NAJPRAWDZIWSZY OGIEŃ Z PĄ-DUPY.

Kawał drogi pokonałam, aby stanąć na starcie 1/2 IM Poznań Triathlon. Ta droga składała się z wielu wyrzeczeń, czasu poświęconego na treningi, spalonych kalorii, a nawet ran. Mimo, że czułam się dobrze przygotowana, strach momentami mnie paraliżował i nie wyobrażałam sobie momentu startu. Bo jak ja mam, tak z własnej woli, wejść do tej wody, przepłynąć 1,9km, potem przekręcić 90km na bajku i jeszcze pobiec półmaraton? Ogrom tego zadania tak mnie przytłaczał, że odziana w piankę, na krótko przed wejściem do wody, poryczałam się, i z rykiem do tej wody wchodziłam. Ironwoman, co ryczy, dobre sobie... A warunki tego dnia nie sprzyjały. Podczas ubierania pianki spotkałam Krasusa z NKŚ, który powiedział mi, że mam brać koniecznie picie na punktach odżywczych na rowerze, bo bez tego będzie ciężko. Cenną radę Krasusa wzięłam sobie mocno do serca. Ostre słońce i temperatura ponad 30 stopni, z takimi warunkami się nie igra.  SWIM Jestę mistrzę! Gdy znalazłam się już w wodzie, na...